2 lutego 2017

Kosmetyki, które zużyłam w ciągu ostatnich trzech miesięcy

Ponieważ od sierpnia 2016 nie pojawiło się „denko”, a kosmetyków zużyłam sporo, 
zapraszam na post o zużyciach z ostatnich miesięcy.
Standardowo jeśli recenzja już pojawiła się na blogu, to podlinkuję ją w nazwie produktu.
Zapraszam.


Paul Mitchell Ultimate Colour Repair – klasyczna odżywka i odżywka dwufazowa w spray-u, przyznaję szczerzę, że nie mam cierpliwości do nakładania masek, odżywek, czekania, ponownego spłukiwania. Spray zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Po jego użyciu włosy były miękkie, wygładzone i lśniące. Świetny kosmetyk zdecydowanie wart swojej ceny.
Phyto Phytoelixir – szampon i krem do mycia włosów. Szampon wypadł zdecydowanie lepiej w tym zestawieniu. Z kremem po prostu było więcej zabawy. Piękny zapach i bardzo dobry efekt, aczkolwiek moje włosy wymagał nałożenia odżywki ponieważ bardzo się plątały po umyciu tymi produktami.
Syoss Colour Refresher – pianka, która odżywia kolor włosów farbowanych i lekko maskuje odrost. Kosmetyk nieporozumienie. Brąz w czerwonawym odcieniu nie podkreślał zbyt dobrze farbowanego koloru. Maskowanie odrostów to jakieś nieporozumienie. A bardzo gęsta piana źle się rozprowadzała na włosach.
Wellaflex 2 days volume – pianka do modelowania włosów nadająca im objętość. Uwielbiam i kupuję od lat.


Vintage Body Oil – masło do ciała z zawartością masła shea – pokazywałam Wam ten kosmetyk TUTAJ i TUTAJ. Mój ulubieniec jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Przepięknie pachnie, bardzo dobrze wchłania się nie pozostawiając żadnej tłustej warstwy. Kosmetyk niespodzianka. Wart polecenia.
Lirene odżywienie – olejkowe serum do rąk – świetny kosmetyk pielęgnujący przesuszoną skórę dłoni. Nawilża, odżywia i nie jest tłusty. Bardzo się z nim polubiłam i sądzę, że długo nie będzie miał konkurencji.
Lirene Folacyna – serumprzeciwzmarszczkowe. Bardzo ładnie nawilża skórę. Ujędrnia i odżywia. Wspaniała konsystencja sprawia, że nadaje się zarówno na dzień jak i na noc, oczywiście pod krem pielęgnujący. Dobry kosmetyk w świetnej cenie.
Vichy antyperspirant – kultowa zielona kulka. Antyperspirant, który był dla mnie zaskoczeniem. Dlaczego odkryłam go tak późno? Działa skutecznie do tego stopnia, że jestem w stanie wybaczyć mu drobne minusy, o których pisałam w poście.
DermoFuture Forest friut żel pod prysznic – żel jak to żel, myje, pięknie pachnie, daje mięsistą pianę i był niesamowicie wydajny.
Sanctuary – mała część zestawu, która niechcący zaplątała się gdzieś, bo kosmetyki zostały zużyte dawno temu :-)


Vitamin ACE - bardzo dobry krem. Jego pojemność powala na kolana, a kilka osób poczęstowanych próbkami stwierdziło, że w pełni podziela mój zachwyt nad tym kosmetykiem.
Lirene Bio Nawilżenie dla skóry suchej – o dziwo mojej cerze taka pielęgnacja służy tej zimy. Krem był świetny – nawilżał, odżywiał i zmiękczał skórę. Był świetną bazą pod makijaż.
Lierac Premium – krem odżywczy, przeciwzmarszczkowy. Super kosmetyk. Każda cera dojrzała zachwyci się jago działaniem. Pokochałam go ja i moja mama :-)
DermoFuture kuracja z witaminą C – witamina C zagościła się na dobre w mojej pielęgnacji od początku tego roku. Powolutku zaczyna dostrzegać jej dobroczynne działanie. Twarz jest ładniejsza rozświetlona, a przebarwienia delikatnie bledną.
Yonelle Infusion – krem pod oczy nanoc. Bardzo dobry kosmetyk. Odżywiał skórę nocą, aby rano była gotowa na zmagania z kolejnym dniem. Natłuszczał w sposób umiarkowany, nie podrażniał oczu. W porównaniu do serii Biofusion, ten wypadł w pojedynku kremów zdecydowanie lepiej.
Shiseido Super Corrective Eye Cream- ulubieniec, ukochaniec i w ogóle. Uwielbiam pielęgnację pod oczy Shiseido i nie będę absolutnie obiektywna. Świetny kosmetyk wart każdej złotówki. Krem był bardzo wydajny. Starczył na ponad pół roku. Jestem nim zachwycona.


Moja wyprawa do Warszawy zaowocowała akcją BACK2MAC. Na wymianę poszły:
In Extreme Dimension 3D Black Lash – jak zawsze chwaliła tusza MAC, tak muszę stwierdzić, że ten był straszny. Najlepiej używało mi się go około miesiąc, miesiąc po otwarciu. Kolejne miesiące były coraz gorsze, Sypał się na skórę i prosto do oczu, sklejał rzęsy. Wersję z białymi literkami polecam. Od tej uciekajcie najdalej jak tylko się da.
Fix+ - toner, fixer, odświeżacz. Kosmetyk wielofunkcyjny. Lubię, zużyłam kolejne opakowanie i pewnie w okolicach lata zaopatrzę się w następną butelkę.
Prep&Prime Face Protect SPF 50 – kosmetyk bardzo dobry zarówno jako baza i filtr ochronny. Do nowej wersji mam mieszane uczucia. Może kiedyś spróbuję, ale nie zapewniam że to nastąpi.
Paints – cień, baza w tubce. Ładnie wygląda na powiece, ujednolica kolor skóry, zakrywa niedoskonałości i trzyma makijaż oka w ładzie i składzie przez wiele godzin. Niesamowicie wydajny kosmetyk.
Pomadki Syrup i druga, której nazwy sobie oczywiście nie zapisałam. Syrup zużyłam już 3 lub 4 sztuki. Kocham za kolor, wykończenie i pielęgnację ust. Druga pomadka pochodziła i tak z limitowanej edycji sprzed kilku lat, więc i tak na nic by się jej nazwa nie przydała.


DR G Brightening Balm – moja ciekawość co do azjatyckich  kremów bb została na dzień dzisiejszy zaspokojona. Tego kosmetyku nie kupię ponownie, ponieważ po zmianie formulacji!! (WHY?) zmieniono również jego odcień. Szkoda, bo świetny kosmetyk został znowu przez producenta „poprawiony”.
POSHE – top coat do wykończenia manicure. Dobry kosmetyk. Nadawał piękny połysk, ale nie wpływał zbytnio ani na trwałość ani na szybsze wysychanie lakieru. Pod tym względem wróciłam do mojego ulubieńca, którego niedługo Wam przedstawię.
Clinique High Impact Maskara – nie wiem czy tylko ja mam takie wrażenie, że tusz się popsuł. Kiedyś był świetny, a teraz powiedziałabym, że tylko przeciętny.
Urban Decay Anti Aging Primer Potion – NIE, NIE i jeszcze raz NIE. Oryginalny PP daje gwarancję, że jak się wykona makijaż to trwa on w nienaruszonym stanie do momentu demakijażu. Może i formuła Anti Age nie przesusza skóry, ale zupełnie nie nadaje się na bazę posiadaczom tłustych powiek. Makijaż dosłownie po 3-4 godzinach zaczyna wycierać się w załamaniu powieki. 
Po tej marce spodziewałam się więcej.

Doszłam do wniosku, że nie ma sensu pokazywać Wam góry zużytych próbek. Za to mam trzy kosmetyki, które mnie zachwyciły:
Dr Schrammek Skin Elixir - serum na bazie olejków – genialny kosmetyk na noc. Rano skóra wygląda jak przysłowiowy milion dolców. Jedynie cena poraża więc chwilowo muszę o nim zapomnieć.
Pharmaceris Lekki krem głęboko nawilżający SPF 20 – przyznaję szczerze, że polskie marki dopiero odkrywam i coraz częściej bardzo pozytywnie mnie zaskakują.
Sensai Super Moist Emulsion – emulsja tak odżywcza i bogata, że spokojnie zastępowała mi krem na noc.

Nareszcie koniec. A jak tam Wasze zużycia?

Dajcie znać czy takie posty jeszcze kogoś kręcą i czy jest sens ich robienia?