21 marca 2017

The Body Shop Drops of Light Liquid Peel – wyroluj zanieczyszczenia skóry

Z formułą żelowych peelingów spotykam się już po raz kolejny. Wcześniej był to kosmetyki azjatyckie – praktycznie prekursorzy tego typu kosmetyku, a teraz mam przyjemność stosować Liquid Peel marki The Body Shop.



DROPS OF LIGHT – Peeling Pure Resurfacing Liquid – to żelowo-peelingująca formuła, która otacza i delikatnie złuszcza zanieczyszczenia i martwe komórki skóry. Przy regularnym stosowaniu skóra wygląda zdrowo, lśniąco, a jej tekstura delikatniejsza (co zostało potwierdzone badaniami na 100 ochotniczkach).

Składniki aktywne:
  • Kluczowym składnikiem peelingu jest rozjaśniający ekstrakt z alg czerwonych pozyskanych z północnego Atlantyku, które znane są z zawartości silnej mieszanki witaminy C, substancji odżywczych i minerałów. Testy wykazały, że ekstrakt z czerwonych alg ma podwójny wpływ na proces pigmentacji skóry. Czerwone algi rosły w orzeźwiających wodach oceanów przez miliony lat. Dzisiaj ich potencjał został udostępniony klientkom w linii kosmetyków Drops of Light™ .
  • Olej Marula z Namibii – wygładza i nawilża skórę. Olej wytwarzany jest na zimno, co zachowuje jego wysoką jakość.

SPOSÓB STOSOWANIA
• 1-2 pompki produktu zaaplikować na opuszki palców i nanieść na umytą, osuszoną skórę omijając okolice oczu i ust.
• Masować przez 20 sekund, aż pod palcami będą wyczuwalne grudki.
• Spłukać twarz wodą, aż będzie całkowicie czysta.
• Stosować 2-3 razy w tygodniu przed nałożeniem pielęgnacji.


Skóra po takim oczyszczeniu rzeczywiście nabiera zdrowszego wyglądu. Jest jaśniejsza i doskonale przygotowana na dalsze kroki pielęgnacji.
Pompka dozująca działa bez zarzutu i posiada ciekawą zatyczkę, która chroni produkt przed dostępem powietrza co nie pozwoli na utlenianie się składników aktywnych. Dodatkowo jest „przyjazna” podróżowaniu, bo zabezpiecza pompkę przed przypadkowym naciśnięciem.

Podsumowując - LIQUID PEEL to:
• przekształcenie się żelu w strukturalny peeling, który wyłapuje wszystkie zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka znajdujące się na powierzchni skóry,
• unikalna formuła peelingu, złuszczając usuwa zanieczyszczenia, odsłaniając świeżą, czystą, złuszczoną skórę poniżej,
• skóra jest wolna od zanieczyszczeń i przygotowana na nawilżenie.


Stosowanie żelo-peelingu jest proste, nie wymaga większego wysiłku. Konsystencja jest stała, nie spływa z twarzy, a przepiękny kwiatowy zapach umila nam oczyszczanie twarzy.
Peeling ma postać żelową, nieprzeźroczystą. Po zaaplikowaniu na twarzy tworzy cieniutki film, który w momencie zasychania należy delikatnie rozmasować okrągłymi ruchami dłoni. Cząsteczki celulozy wiążą się ze sobą w grudki, które w delikatny sposób – na zasadzie gumki - oczyszczają skórę z zanieczyszczeń. Generalnie kosmetyk działa na zasadzie gommage, czyli delikatnego złuszczania.
Do tej pory byłam wierna raczej bardziej inwazyjnym produktom, ale Liquid Peel przekonał mnie, że i taka forma kosmetyku poradzi sobie z usunięciem zanieczyszczeń, na które nasza skóra jest skazana dosłownie z każdej strony świata. A jak doskonale wiemy, że zanieczyszczenia przyczyniają się do szybszego starzenia się skóry. A tego raczej nie chcemy!
Dlatego też nastał czas, aby „wyrolować” zanieczyszczenia z nowym DROPS OF YOUTH™ Youth Liquid Peel (145ml, 79.90 PLN)

W ramach ciekawostki na zakończenie tej recenzji chciałam Wam przedstawić autorski masaż twarzy opracowany przez dr. Christine Choi Kim, dermatologa The Body Shop.
Masaż MOTYLA pozwoli nie tylko usunąć zanieczyszczenia ze skóry, ale również zwiększy potencjał użytego kosmetyku.

MASAŻ ODMŁADZAJĄCY TECHNIKĄ MOTYLA


1.Zaczynając od brwi, odtwarzaj kształt czułek w górę i w dół, przez skronie powtarzając koliste i liniowe ruchy. Powinnaś poczuć jak powraca do Ciebie spokój.
2.Naśladuj kształt korpusu motyla w dół, wzdłuż nosa, przez górną wargę, do podbródka stosując wciąż tę samą technikę masażu. Pozwoli to produktowi wniknąć w skórę.
3.Omijając delikatne okolice oczu, kolistymi ruchami masuj policzki i przesuń palce wzdłuż kości policzkowej odtwarzając górne skrzydła.
4.Kontynuuj te same koliste ruchy i zjedź w dół wzdłuż szczęki naśladując kontur dolnego skrzydła.


19 marca 2017

Matowa rewolucja #BanTheBoring - Lancome Matte Shaker

Do marki Lancôme mam ogromny sentyment. Mój pierwszy ekskluzywny kosmetyk to był błyszczyk do ust Juicy Tube.
Na dzień dzisiejszy jestem szczęśliwa posiadaczka najnowszego dziecka marki Matte Shaker, które powstało jako alternatywna wersja płynnej, matowej pomadki dla błyszczyków Juicy Shaker.
 
  zdjęcie: materiały prasowe Lancome

Matowa wersja pomadki została ponownie umieszczona w przesłodkim opakowaniu a la shaker do drinków. W odróżnieniu od błyszczyków formuła produktu jest matowa, a opakowanie posiada czarną zakrętkę.
Nie jest to jednak tradycyjny mat, który robi z ust przesuszoną rodzynkę. Satynowa warstwa pigmentu, która gładko przykrywa usta, nawet po kilku godzinach noszenia sprawia, że poziom nawilżenia i uwypuklenia warg wręcz zadziwia.

 
Również trwałość pomadki jest bardzo dobra. Utrzymuje się bez większego problemu kilka godzin, aż do momentu posiłku. Miejsca, w których Matte Shaker wytrze się  można spokojnie uzupełnić kolejną warstwą, która absolutnie nie wpływa na trwałość czy wygląd makijażu.
Dla wykonania makijażu ust typu ombre można spokojnie łączyć ze sobą kilka kolorów. Formuła jest tak elastyczna, że odcienie ładnie stapiają się ze sobą nie tworząc granic czy odcięć.



Aplikator w formie gąbeczki (cushion) jest niesamowicie poręczny. W pierwszej chwili miałam nawet obawy czy uda się nim precyzyjnie wyrysować kontur ust. Miękka gąbeczka jest zaopatrzona w ostro ściętą końcówkę, która doskonale pozwoli na precyzyjny makijaż. 
A nasączona pomadką gąbeczka idealnie transferuje i dozuje kolor.

 To zdjęcie najlepiej oddaje kolor 270 Beige Vintage

Jedyne o czym należy pamiętać to tylko fakt, że trzeba wstrząsnąć Matte Shaker jak egzotycznym drinkiem, aby pigmenty i formuła wymieszały się ..... i były gotowe do użycia. 
Kampania promocyjna pod tytułem #BanTheBoring zainspirowana jest kryjącymi i żywymi odcieniami pomadek. Więc od dziś przełamujemy nudę i bawimy się kolorem!
 
Matte Shaker są dostepne z 7 odcieniach:
  • 186 Magic Orange
  • 189 Red'y in 5
  • 270 Beige Vintage
  • 272 Energy Peach
  • 374 Kiss Me Cherie
  • 378 Pink Power
  • 379 Yummy Pink
Odważne i intensywne odcienie. Niesamowita i niezwykle komfortowa formuła Matte Shaker sprawiła, że diametralnie zmieniłam zdanie odnośnie matowych pomadek. Satynowy efekt dodaje eleganckiego wyglądu i uroku. 
Praktycznie jest to kosmetyk, którego nie czuje się na ustach. Aczkolwiek co do tak wyrazistych kolorów to raczej uważałbym z pocałunkami :-)


Jestem oczarowana. Matte Shaker sprawił mi niesamowitą niespodziankę, bo zupełnie nie tego się spodziewałam.
Wyraziste kolory, będą świetnie wyglądać na ustach zwolenniczek #BanTheBoring zwlaszcza teraz na wiosnę.
Mój odcień 270 Beige Vintage jest fantastycznym "brudno-różanym"kolorem, który idealnie nadaje się do pracy, szkoły czy wszędzie tam gdzie nie możemy pozwolić sobie na szaleństwo.
Pomadki Matte Shaker widziałam już w perfumeriach Sephora.
Pojemność 6,2 ml w cenie 109 zł.


 
A Ty jesteś już gotowa na matową rewolucję Lancôme ?

 zdjęcie: materiały prasowe Lancome