26 lutego 2017

MAC – SWEETIE i PLUMFUL - moje nowe i ulubione pomadki

Wiele kobiet na całym świecie „szaleje” za pomadkami marki MAC.
Absolutnie im się nie dziwię, bo sama jestem wierną fanką.

 Na zdjęciu po lewej Plumful, po  prawej Sweetie

Genialna konsystencja i różnorodność wykończeń sprawiła, że pomadki MAC wyróżniały się nie tylko na pokazach mody czy też w produkcjach filmowych, ale rozsławiły markę wśród zwykłych kobiet - klientek, które doceniły jakość na jaką mogą sobie pozwolić.
Jedna z najbardziej lubianych przez wizażystów pomadek na świecie.

 

Pomadki MAC mają wykończenia:
  • Amplified
  • Amplified Creme
  • Cremesheen
  • Frost:
  • Glaze
  • Lustre
  • Matte
  • Retro Matte
  • Satin
Do wyboru mamy ponad 180 odcieni. I mówię tylko o samej klasycznej pomadce MAC.

PRZYKŁADOWY SKŁAD:
Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Trioctyldodecyl Citrate, Glyceryl Triacetyl Hydroxystearate, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Octyldodecanol, Silica, Simmondsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil, Beeswax (Cera Alba), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Ozokerite, Copernica Cerifera (Carnauba Wax), Cetyl Ricinoleate, Microcrystalline Wax (Cera Microcristallina), Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Vanillin. May contain: Mica, Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Bismuth Oxychloride (CI 77163), Carmine (CI 75470), Blue 1 Lake (CI 42090), Red 6 (CI 15850), Red 6 Lake (CI 15850), Red 7 Lake (CI 15850), Red 21 (CI 45380), Red 28 Lake (CI 45410), Red 30 Lake (CI 73360), Red 33 Lake (CI 17200), Yellow 5 Lake (CI 19140), Yellow 6 Lake (CI 15985), Yellow 10 Lake (CI 47005), ILN23512.

 Na zdjęciu po lewej Plumful, po  prawej Sweetie

OPAKOWANIE:
Czarny nabój z matowego plastiku (typowy dla marki). Pojemność 3g. Kosztuje 86 zł.

WYKOŃCZENIE I KONSYSTENCJA:
Wykończenie typu „lustre”przypomina bardziej połączenie pomadki z błyszczykiem.
Kolor jest bardziej transparentny, a na ustach pozostaje piękny połysk.
Dzięki bogatej konsystencji pomadka bardzo dobrze pielęgnuje delikatną skórę ust, a waniliowy zapach dodatkowo uprzyjemnia moment aplikacji.


Sweetie


SWEETIE - „ultrasłodki róż” - świetny stonowany, dziewczęcy róż. W sam raz na co dzień do pracy.
PLUMFUL - „kwitnąca różowa śliwka” - odcień zdecydowanie bardziej nasycony, ciemniejszy i rzeczywiście ma w sobie coś ze śliwki podbitej różanym ale nie różowym odcieniem. Uwielbiam te MACowe nazwy.
Nadaje się wyśmienicie zarówno do używania: do pracy, na randkę, do makijażu ślubnego – wszędzie tam gdzie chcemy mocniej podkreślić nasze usta.

Plumful

Zarówno Plumful i Sweetie są moimi ogromnymi ulubieńcami. Pięknie korespondują z karnacją mojej skóry. Sweetie delikatniejsza jest tak świetna, że można nią poprawiać makijaż praktycznie bez pomocy lusterka. Plumful natomiast trzeba poświęcić odrobinę więcej uwagi, jak to przy ciemniejszych kolorach bywa. Aby wydobyć jej piękno zalecałabym również użycie konturówki, aczkolwiek nie jest to żaden przymus. Kolor można łatwo budować od delikatnego do bardziej kryjącego.

  Na zdjęciu po lewej Plumful, po  prawej Sweetie

Wykończenie „lustre” uwielbiam najbardziej ze wszystkich pomadek MACA. Może również dlatego, że lubię - kocham błyszczyki, a tradycyjne matowe pomadki jakoś mnie nie przekonują. Może jeszcze nie trafiłam na odpowiednią dlatego też nie odrzucam całkowicie tego pomysłu.
Pomadki „lustre” świetnie nawilżają i pielęgnują moje usta, zwłaszcza teraz kiedy za oknem zimno i plucha.
Wyglądają niesamowicie naturalnie. Leciutko błyszczą się uwypuklając usta i odrobinę je powiększając ♥
Kocham, uwielbiam i szybko nie zdradzę!


A jakie są Wasze ulubione pomadki Mac? 



 

24 lutego 2017

SEVENTEEN Doll’d UP Mascara – prawdziwy skarb zakupiony w Boots


Trafić na dobry tusz do rzęs to już połowa sukcesu.
Trafić na dobry i tani tusz do rzęs to naprawdę niezwykłe wydarzenie.

Markę Seventeen poznałam już jakiś czas temu. Wayne Goss rekomendował kiedyś tusz Falsifeye (RECENZJA), który sprawdził się u mnie rewelacyjnie. Postanowiłam zatem przetestować kolejny tusz tej marki i sprawdzić czy jest wart zainteresowania czy też nie.


SEVENTEEN Doll’d UP Mascara ma wykreować wyrazisty makijaż oczu, za pomocą 24 godzinnej formuły, która ma unosić i podkręcać oraz nadawać objętość naszym rzęsom. Dodatkowe benefity tego produktu to specjalnie zaprojektowana szczoteczka, która zapobiega powstawaniu grudek i pięknie rozczesuje rzęsy.


Dzięki maskarze Doll'Up makijaż oka staje się wyrazisty i pięknie ''otwiera'' oko. A rzęsy pozostają zalotnie podkręcone cały dzień i noc.
Maskara znajduje się w fantastycznym opakowaniu, które podczas zamykania robi przysłowiowy 'klik' i dzięki temu wiemy, że jest szczelnie domknięte. Droższe maskary w większości przypadków tego nie robią.


Szczoteczka wygięta w idealnie dopasowany do oka łuk posiada delikatne plastikowe ząbki, które nie dosyć, że aplikują idealną warstwę tuszu to jeszcze świetnie rozczesują rzęsy i unoszą je.
Szczoteczka posiada tak jakby dwie strony wewnętrzną wygiętą do środka zaaplikujemy maskarę , a zewnętrzną wygiętą w łuk budujemy objętość, rozczesujemy i podkręcamy rzęsy.

 Zdjęcie u góry: jedna warstwa na prawym oku, zdjęcie na dole - dwie warstwy tuszu

SEVENTEEN Doll’d UP Mascara nadaje rzęsom niesamowitą długość, objętość i niesamowicie trwałe uniesienie. Oko jest podkreślone i otwarte. Oczywiście efekt można łatwo budować, ale nie polecam zbyt wielu warstw, bo można łatwo popsuć makijaż. Niesamowity jest również fakt, że podkręcenie rzęs utrzymuje się praktycznie cały dzień.


Sama formuła tuszu nie tworzy grudek. Absolutnie nie osypuje się w ciągu dnia ani nie schodzi pod oczy. A jej demakijaż jest dziecinnie prosty, ponieważ większość makijażu schodzi podczas mycia twarzy, a resztę spokojnie domyjemy używając jednego wacika i płynu micelarnego.
Tuszu używam jej już dwa pełne miesiące, a formuła pozostaje cały czas bez zmian. Jest kremowa i łatwo rozprowadza się na rzęsach. Dlaczego tak nie dzieje się w przypadku droższych odpowiedników?


Maskara występuje w dwóch kolorach BLACK i Brown/BLACK. Ma pojemność 9ml i kosztuje w sieci drogerii Boots £6.29. Moją kupiłam na promocji za niecałe £4.
Jestem oczarowana i zachwycona. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Jak tylko będę miała okazję to postaram się poznać inne produkty tej marki, bo już widzę, że warto.
Jedyny minus to dostępność maskary, ponieważ ta marka nie występuje w polskich sklepach. Ja zawsze staram się skorzystać z uprzejmości znajomych osób, które podróżują do UK i proszę o pomoc w dokonaniu zakupów.
Na koniec pokaże Wam jak tusz jest zapakowany w momencie zakupu. Takie proste, a takie praktyczne. Szkoda, że w Polsce nie jest to stosowane. A dzięki folii mamy gwarancję, że nikt tego produktu przed  nami nie otwierał.


                                                    I jak podoba się Wam efekt?






22 lutego 2017

Frapin 1697 EDP

Pierwsze nuty Frapin 1697 wprawiają w konsternację. 
Znam.... wiem.... ale nie potrafię konkretnie nazwać znajomego aromatu. 
Jak bardzo się nagłowiłam tylko ja wiem, ale czytając o historii marki już rozpoznaję 
składnik wzbudzający miłe wrażenie.


Frapin 1697 - to kategoria zapachu orientalno-przyprawowa, wyrafinowana i niesamowicie szlachetna, ciepła i bogata w detale kompozycja dla kobiet jak i dla mężczyzn.


Nuty głowy: francuskie labdanum, różowy pieprz, rum i dzięgiel
Nuty serca: jaśmin, ylang-ylang, goździk, cynamon, głóg, róża, suszone owoce
Nuty Bazy: piżmo, paczula, cedr virginia, ambra, fasolka tonka i wanilia


Marka Frapin słynie z wytwarzania wyjątkowych – najszlachetniejszych z alkoholi – koniaków.
1697 w momencie otwarcia oferuje nam niezwykle autentyczny aromat leżakującego 
od dziesięcioleci w drewnianych beczkach rumu. Dla mnie pachnie raczej koniakiem bądź 
dobrej jakości brandy. 
Żywiczno – przprawowo - alkoholowy koktajl wraz z kolejnymi minutami zaczyna się 
coraz ładniej układać na skórze.
W tle zaczynają drażnić nasze zmysły czekoladowo-pralinowe słodkości oraz garść suszonych owoców. Całość otula bardzo ciepłym ambrowo, waniliowo wytrawnym zakończeniem z odrobiną paczuli i piżma.


1697 zaskoczył mnie niesamowicie tym, że z każdą minutą kontaktu ze skórą robi się 
coraz bardziej przytulny, cieplejszy. Czasami mam wrażenie jak bym nakładała na plecy szal, 
a aromat unoszący się dookoła przypomina grzane wino, które zimą sprawia, że czujemy się 
błogo. Chwilami wyczuwam nawet wytrawny kompot z suszu jabłkowego, ale taki elegancki 
z dodatkiem  koniaku.
Kwiaty niestety w tym aromatycznym koncercie znikają, a ich zapach jest tak nikły, że praktycznie niezauważalny. Ale wybaczam mu... ponieważ reszta kompozycji w pełni wynagradza tę drobną niedogodność.

Ciepły, przytulny, rozgrzewający, leciutko słodkawy , ale nie mdły, rum z dębowej beczki przyprawiony szczyptą świątecznej magii. Taki jest Frapin 1697.
Niestety jego cena powala, ponieważ kosztuje 700 zł za 100 ml. Niestety jak dla mnie zapach ma dosyć słabą projekcję, a blisko skóry utrzymuje się jedynie około 4 godziny. Trochę za mało jak na taką markę i cenę.
Standardowo próbkę lub sam Frapin 1697 możecie powąchać w perfumerii Mon Credo (TUTAJ).

 
Zdjęcia pochodzą ze stron: moncredo.pl i frapin.com


19 lutego 2017

Revlon No Chip Top Coat i Revlon Essential Cuticle Oil - czyli zakochaj się na nowo w swoich paznokciach


Robisz manicure i tak naprawdę nie do końca jesteś zadowolona. Albo przesuszone skórki wyglądają nieestetycznie albo lakier odpryskuje już na drugi dzień. 
A Ty tak się napracowałaś.....

To są akurat dwa z moich największych problemów. Używam zawsze markowych top coat-ów, a lakier i tak odpryskuje po bokach palców wskazujących. Zawsze, niezależnie 
od użytego lakieru i od marki.


Ostatnio w moje ręce „wpadły” dwa produkty marki Revlon, która jak pewnie wiecie posiada bogatą gamę lakierów i odżywek do paznokci. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, że twórca marki wprowadził na rynek pierwszy lakier do paznokci w 1932 roku.


Produkty, które mam okazję używać od kilku tygodni to:
  • Revlon Essential Cuticle Oil
  • Revlon Extra-Life No Chip Top Coat

Revlon Essential Cuticle Oil™:
• szybko się wchłania, odżywia i nawilża paznokcie oraz skórki
• naturalne olejków oraz witamina E pomagają utrzymać paznokcie oraz skórki w dobrej kondycji
• stosowanie: wmasuj codziennie w skórki oraz paznokcie
• olejek należy zmyć dokładnie przed malowaniem paznokci lakierem 


Revlon Extra-Life No Chip Top Coat™:
• w przypadku stosowania lakierów Revlon przedłuża ich trwałość o dwa dodatkowe dni
• chroni przed odpryskiwaniem lakieru oraz tworzy powłokę, która go uszczelnia
• stosowanie: nałóż jedną warstwę na lakier do paznokci Revlon
• dla osiągnięcia najlepszego efektu odczekaj 5 minut po nałożeniu lakieru 


Przyznaję szczerze, że dawno nie miałam tak fajnych produktów do paznokci.
Te osoby, które czytają blog regularnie to wiedzą, że zawsze narzekam na odpryskiwanie lakieru już po 2-3 dniach.
Revlon Extra-Life No Chip Top Coat sprawił mi tak niesamowitą niespodziankę, że nawet trudno mi zebrać teraz słowa. Od kilku tygodni cieszę się swoim manicure, który pięknie 
ale dyskretnie błyszczy się. A zmywam go tylko dlatego, że pojawia się odrost i starte końcówki na paznokciach.
Lakiery kolorowe trzymają się w bardzo dobrym stanie nawet 7 dni.
Top dosyć szybko wysycha więc nie trzeba długo czekać po malowaniu. Powiem Wam nawet w tajemnicy, że jako osoba o małym stopniu cierpliwości, nakładam szybko 2 warstwy lakieru, a następnie na mokre jeszcze paznokcie aplikuję No Chip Top Coat. W żaden sposób nie spowalnia to wysychania manicure, ani nie wpływa na trwałość lakieru. 
 
Revlon Essential Cuticle Oil to kolejny produkt niespodzianka. Nałożony na skórki, po kilku minutach zostaje zaabsorbowany przez skórę. Nadmiar można oczywiście zetrzeć chusteczką.
Pięknie odżywia i scala skórki. Odnoszę również wrażenie, że efekt ten utrzymuje się przez kilka dni z rzędu.

Dodatkowym atutem produktów marki Revlon jest brak formaldehydu, DBP, toluenu oraz kamfory w składzie kosmetyków. 
Skład INCI:
 Po lewej No Chip Top Coat, po prawej Essential Cuticle Oil

Czy polecam?
Oczywiście, że TAK. I podpisuje się obiema rękami pod tym stwierdzeniem.
Kosmetyki są świetnej jakości w bardzo dobrej, niewygórowanej cenie.

W skład linii Revlon Nail Care wchodzą 4 bestsellery marki w zmienionych opakowaniach
oraz 2 zupełnie nowe kosmetyki:
• NOWOŚĆ Revlon Essential Cuticle Oil™: Odżywia i nawilża paznokcie oraz skórki
• NOWOŚĆ Revlon Ultimate Shine Top Coat™: Zapewnia żelowy połysk
Revlon Extra-Life No Chip Top Coat™: Przedłuża trwałość lakieru, zapobiega odpryskiwaniu
Revlon Quick Dry Top Coat™: Szybkoschnący Top Coat utrwala lakier w 30 sekund
Revlon Quick Dry Base Coat™: Szybkoschnąca baza wzmacnia kolor lakieru
Revlon Multi-Care Base + Top Coat™: Wzmacnia i chroni paznokcie

Wszystkie produkty mają pojemność 14,70 ml i kosztują 21,99 zł /sztuka.

Znacie lakiery i kosmetyki do paznokci marki Revlon?




18 lutego 2017

Obłędne oponki w sam raz na „tłusty czwartek”

Tłusty czwarte już za chwilę. 
Zastanawialiście się co fajnego można na ten dzień upichcić?
Z pączkami jest trochę za dużo roboty.


Chciałam pokazać Wam przepis, który towarzysz mi już od wielu lat. Jest szybki w wykonaniu, niesamowicie prosty. Jedyna niedogodność to fakt, że potrzeba do tej roboty dwie dodatkowe ręce.
Bo kiedy my wycinamy kolejne ciastka, druga osoba obsmaża je w tłuszczu.


Składniki:
  • 3/4 filiżanki/kostki masła -- moja filiżanka ma 250 ml pojemności!
  • 3/4 filiżanki cukru
  • 4 jajka
  • 1 1/2 filiżanki maślanki
  • 6 filiżanek mąki (można ewentualnie dodać trochę więcej)
  • łyżeczka sody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • kieliszek alkoholu
  • około 1 kg smalcu do smażenia
Wszystkie składniki, w tym połowę podanej ilości mąki wrzucamy do głębokiego naczynia 
i miksujemy. Po zarobieniu ciasta stopniowo dosypujemy pozostałą ilość mąki i wyrabiamy bardzo „luźne” ciasto. Całość dzielimy na 3-4 części.
Pojedyncze części rozwałkowujemy na grubość 1 cm na blacie podsypanym mąką, a resztę ciasta przykrywamy ściereczką, żeby nie wyschło.


Z placka wykrawamy kółka szklanką, a środki kieliszkiem. I od razu smażymy w rozgrzanym tłuszczu na złoty kolor przez 2-3 minuty na jedną stronę.
Po usmażeniu wykładamy na ręcznik papierowy, żeby odsączyć nadmiar tłuszczu. Jak ostygną posypujemy cukrem pudrem.


I gotowe! Szybkie i smaczne :-) Z podanej ilości otrzymujemy około 70 oponek.

Życzę smacznego :-)


P.S. Nie należy obawiać się alkoholu w cieście. Powoduje on, że podczas smażenia oponki nie piją zbyt dużo tłuszczu z patelni, a aromat całkowicie się wysmaża i nie jest wyczuwalny.


16 lutego 2017

Dr Irena Eris SPA Resort Hawaii - nektarowy krem do rąk

Pielęgnacja zimą jest trudna. Mróz, ogrzewanie, rękawiczki te wszystkie czynniki sprawiają, że nasza skóra odwadnia się i potrzebuje dodatkowej opieki.
Jeśli chodzi o skórę rąk, pomimo ogromu produktów na rynku, trudno czasami znaleźć kosmetyk, który zachwyci nas swoim działaniem.


Nektarowy krem SPA Resort Hawaii posiada bardzo właściwości silnie regenerujące,
nawilżające i ochronne.
Nawilżenia płynie z nektaru egzotycznych kwiatów lotosu, lilii wodnej i bambusa.
Olej z awokado głęboko odżywia skórę i zapewnia jej delikatny film ochronny.
Specjalne liposomy regenerują i dodatkowo zabezpieczą skórę dłoni przed efektem fotostarzenia.


Składniki aktywne : lecytyna (Lecithin), hialuronian sodu, pantenol, Hydrogenated Decyl Olive Esters, Micrococcus Lysate, lotos (Nelumbium Speciosum Lotus Flower Extraxt), lilia wodna (Nymphasea Alba, Clintonia Borealis, Water Lily), bambus (Bambusa Vulgaris), mocznik (Urea Pura, Karbamid).

Skład INCI:

Opakowanie klasyczne, eleganckie ze złotą nakrętką, która nadaje mu luksusowy wygląd.
Pojemnik airless, pozwala wydobyć odpowiednią ilość kremu do aplikacji na obie dłonie.
Ani za dużo ani za mało.
Lekka konsystencja kremu zapewnia aksamitną pieszczotę dla skóry rąk. Ale niech was nie zwiedzie nazwa nektar, bo krem jest tak bogaty, że nie potrzeba stosować go w nadmiarze,
więc będzie zdecydowanie kosmetykiem bardzo wydajnym.
SPA Resort Hawaii - bardzo dobrze nawilża i szybko się wchłania, nie pozostawiając
tłustej powłoki na dłoniach.
Lekko różowy krem pięknie pachnie - dość słodko i kwiatowo, odrobinę egzotycznie.


Krem możemy stosować na dwa różne rodzaje:
  1. niewielką ilość kremu nanieś na dłonie, masuj aż do wchłonięcia
  2. jako maskę - wystarczy nałożyć na 15-20 minut w ciągu dnia lub na całą noc
SPA Resort Hawaii to rzeczywiście nektar, który daje naszym dłoniom ukojenie,
nawilżenie i egzotyczną rozkosz. Przy czym nawilżenie utrzymuje się przez wiele 
godzin w ciągu dnia. 
Świetnie i szybko wchłania się w skórę, aczkolwiek pozostawia na niej delikatny, 
aksamitny film. A pachnie tak pięknie, że jego aplikacja to po prostu czysta przyjemność. 
Moja skóra go uwielbia.

Opakowanie 100 ml kosztuje 65 zł
Kosmetyk został przebadany dermatologicznie.

Dostępny wyłącznie w sieci perfumeryjnej DOUGLAS.
KOD: RESORT25 pozwala obecnie na zakupy z rabatem -25% na całą kolekcję SPA Resort.
A nektarowy krem SPA Resort Hawaii jest w tej chwili w promocyjnej cenie 29 zł.



14 lutego 2017

Esteban Ambrorient EDP

Piaszczyste, bezkresne wydmy odbijają złote promienie słoneczne. 
Beduini rozrzucają płatki kwiatów i skórki cytrusów na gorącym piasku i cicha pustynia rozkwita feerią barw. 
A oto jej zapach. Heliotrop – gwiazda kwiecisto ambrowej kompozycji serca sprzymierza się mandarynką, miodem i skórą. 
Pozwól zarazić się euforią tego płonącego w słońcu zapachu (opis Mon Credo).
Zdjęcie: fragrantica.com

Nuty głowy: mandarynka, bergamotka
Nuty serca: cytrusy, heliotrop, francuskie labdanum
Nuty Bazy: benzoes, opoponax, wanilia

Jako perfumy z kategorii drzewno - kwiatowo - piżmowej (według portalu Fragrantica.pl) Ambrorient marki Esteban otwierają się dla mnie falą ciepłej żywicy przyprawionej na sposób orientalny. Odrobinę pudrowej, ale na pewno nie słodkiej. Wanilię czuję taką niesamowicie wytrawną, bez kszty ulepkowatej słodyczy. A cytrusy na mojej skórze zupełnie znikły. W efekcie finalnym pozostaje natomiast czysty orient, w jak najlepszym wydaniu.

 zdjęcie: Pinterest

Ambrorient pachnie jak rozgrzane na słońcu ciało. Ciepły, nasycony, wyjątkowy zupełnie
jak wakacje w egzotycznych krajach. Przyjemnie rozgrzewa zmysły podczas zimowych, chłodnych dni.
Zapach powiedziałbym neutralny -  kobiecy i męski zarazem. Żadna płeć nie dominuje.
Ambrorient jest bardzo bliskoskórny, w zależności od dnia pachnie czasami od 4 do 6 godzin. A potem nagle blednie i zupełnie znika ze skóry.
Próbkę jak i cały flakon (50 ml/495 zł) można kupić w perfumerii Mon Credo (TUTAJ).

Ponieważ osobiście lubię słodsze aromaty..... szukam dalej swojego ideału.



12 lutego 2017

Pani Walewska – nieskomplikowana elegancja na talerzu

W ostatnich dniach było już coś dla ciała, dla twarzy i dla paznokci. Najwyższa zatem pora na rozpieszczenie ducha i swoje podniebienie. 

 
Pani Walewska jest fajnym, prostym w wykonaniu ciastem, które zachwyci każde podniebienie. Sposób przyrządzenia jest łatwy i nieskomplikowany. Wystarczy kilkanaście minut.
Jedynym jej minusem tego boskiego przysmaku jest fakt, że musi poleżeć przez noc w lodówce, 
żeby wszystkie składniki się dobrze przegryzły.

Składniki do wykonania ciasta:
  • 2 szklanki mąki, ja używam tortowej,
  • kostka masła,
  • łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 1/2 szklanki cukru,
  • duża szczypta soli
Składniki siekamy do momentu rozdrobnienia i połączenia się, następnie dodajemy 5 żółtek 
i zarabiamy całość. Gotowe ciasto dzielimy na dwie równe części.

Składniki do wykonania bezy:
  • 5 białek,
  • 1/2 szklanki cukru,
  • czubata łyżka mąki pszennej lub jasnego budyniu.
Białka ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier i mąkę.


Obydwa kawałki ciasta rozwałkowujemy na rozmiar blachy (rozmiar mojej to 40x42).
Nakłuwamy delikatnie widelcem i smarujemy każdy blat dżemem porzeczkowym, wiśniowym 
bądź powidłami. Ważne jest aby dżem był lekko kwaskowy.
Na wierzch rozkładamy ubitą pianę z białek. Z tym, że na jeden blat dajemy jej trochę więcej niż 
na drugi. Część na której jest więcej piany możemy posypać jeszcze posiekanymi orzechami lub migdałami, ponieważ będzie to wierzch naszego ciasta.


Blaty pieczemy w temperaturze około 180 stopni przez 15-20 minut. Do momentu, aż będą złociste.
Jeśli chodzi o krem do ciasta to od wielu lat jestem wierna kremowi Karpatka Delecty. Pyszny, łatwy w przyrządzeniu i zawsze się udaje.
Do kremu potrzebujemy: paczkę kremu do karpatki, mleko i masło – wszystkie potrzebne składniki znajdują się na opakowaniu.
Krem gotujemy z mlekiem, a jak wystygnie mieszamy z masłem i gotowe.


Składamy ciasto:
na sam spód idzie blat z mniejszą ilością bezy, następnie gotowy krem Karpatka i na wierzch blat z większą ilością bezy i orzechami.


Całe ciasto składam w blaszce do pieczenia, ponieważ łatwiej wstawić je do schłodzenia do lodówki. Po całej nocy jak krem stężeje i kruche ciasto wchłonie odrobinę wilgoci, pozostaje nam tylko zaparzyć kubek smacznej kawusi czy herbatki i delektować się kawałkiem niesamowitej Pani Walewskiej.
Smacznego :-)


P.S. W oryginalnym przepisie było dwa razy więcej cukru zarówno w cieście jak i bezie, ale wtedy Pani Walewska wychodzi strasznie słodka więc spokojnie można również odrobinę ograniczyć i te ilości, które ja Wam podałam.

A jak Wy rozpieszczacie swoje podniebienie?
 


10 lutego 2017

Nowości ProVoke: Compact Powder #100, Eyeliner w płynie, Real Matt Lipstick #603


Puder w kompakcie COMPACT POWDER #100 Translucent Touch

Lekki puder matujący przeznaczony do wykończenia makijażu jak i retuszu w trakcie dnia. Jedwabista konsystencja doskonale stapia się ze skórą i dopasowuje do jej struktury i kolorytu nadając naturalny wygląd. Posiada właściwości absorbujące nadmiar sebum, zapewniając długotrwały efekt matowienia. Zawiera witaminę E o działaniu nawilżającym, ochronnym i odmładzającym, która zapobiega wysuszeniu skóry i zapewnia jej aksamitną gładkość i elastyczność.
Delikatny efekt pokrycia. Odpowiedni dla każdego rodzaju skóry.
Dostępny w 3 kolorach: 100, 110, 120. Pojemność 9g. Cena 75 zł
Formuła testowana dermatologicznie. 

Eyeliner w płynie

Eyeliner w płynie z innowacyjnym pędzelkiem zapewnia możliwość wykonania precyzyjnej kreski o różnej grubości, idealnie podkreślając oczy. Płynna, wodoodporna formuła gwarantuje doskonałą trwałość i wyjątkowo intensywny kolor. Wstrząsnąć przed użyciem.
Formuła testowana dermatologicznie i oftalmologicznie.
Eyeliner ma pojemność 7ml i kosztuje 49 zł.

REAL MATT LIPSTICK Pomadka matująca #603

Pomadka matująca z wysoką koncentracją pigmentów dla zapewnienia głębokich, trwałych odcieni, mocnego krycia, które utrzymują się przez min.5 godzin. Formuła odporna na ścieranie i rozmazywanie bez wysuszania ust. Duża zawartość składników odżywczych i nawilżających zapewnia ustom właściwą pielęgnację i ochronę.
Formuła bezzapachowa, hypoalergiczna, testowana dermatologicznie.
Pomadki mają pojemność 4,3 g i kosztują 65 zł.


Na zdjęciu od lewej: puder w kompakcie, pomadka matowa 603 i eyeliner w płynie 


Ponieważ nie jestem fanką matowych ust, a tym bardziej czerwieni, musiałam znaleźć jakieś fajny sposób okiełznania jej. Lubię moją pomadkę delikatnie wklepać usta, aby nadać im kolor, następnie aplikuję błyszczyk i gotowe. Mogę cieszyć się fajnym kolorem, który w zależności od potrzeb mogę łatwo stopniować.
Eyeliner w płynie również jest bardzo fajnym kosmetykiem. Gąbkowaty, spiczasty aplikator pozwala na malowanie dowolnej kreski, od cieniutkiej zaczynając na grubej bądź graficznej kończąc.
Kolor intensywnej, błyszczącej czerni zachwyca. Trzyma się wiele godzin bez najmniejszego uszczerbku, a podczas demakijażu schodzi tak łatwo , że aż trudno w to uwierzyć. Na sam koniec zostawiłam sobie creme de la creme czyli najlepszy kosmetyk, który miałam okazję testować z marką ProVoke – to puder w kompakcie. Transparentny kolor idealnie dopasowuje się nie przekłamując odcienia fluidu. Matuje na wiele godzin, a zarazem rozświetla cerę. Świetnie nadaje się do stosowania pod oczy, a dzięki swojemu wykończeniu twarz od razu staje się promienna i radosna. Opakowanie również jest idealne i łatwe do przenoszenia w torebce.
Co jeszcze mnie zachwyciło to, że leciutka konsystencja pudru jest praktycznie niewidoczna na skórze, a poprawki wykonane w ciągu dnia nie dają efektu maski czy ważenia się podkładu.
Przyznaję szczerze, że jest to kosmetyk fantastyczny. I daje mu duży kciuk do góry, bo jest wart jak najlepszej oceny.



8 lutego 2017

Wypowiadam wojnę wypadającym włosom razem z szamponem H-STIMUCLARIS marki Pharmaceris

Mam dość!
Znowu nadchodzi ta pora roku, która powoduje najwięcej nerwów. Mówię tu o przesileniu zimowo-wiosennym. Organizm jest już osłabiony zimnem i zmieniającą się pogodą, brakiem słońca i życiodajnych witamin w pożywieniu.
Włosy zaczynają wychodzić garściami, tak więc staram się szukać produktów, które pomogą mi w pielęgnacji i chociaż odrobinę zażegnają ten problem. 

H-STIMUCLARIS to specjalistyczny szampon o podwójnym działaniu stymulujący wzrost włosów i przeciwłupieżowy. Polecany zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Pomaga zwalczać łupież (suchy i mokry), tendencję do wypadania, czy łysienia. Włosy osłabione, cienkie, przetłuszczające się czy te z problemem łojotokowego zapalanie skóry głowy na pewno docenią działanie składników aktywnych tego produktu.


Składniki aktywne:
  • piroktonian olaminy i kwas cytrynowym skutecznie oczyszczają skórę głowy, likwidując objawy oraz przyczyny uciążliwego i nieestetycznego łupieżu, który zaburza fizjologiczny cykl życia włosa, wpływając na nadmierne wypadanie i przerzedzenie włosów,
  • kofeina i Naturalny Czynnik Wzrostu FGF - stymulują bioaktywator wzrostu włosa – białko FGF7, odpowiedzialne za ustabilizowanie cyklu życia włosa, wydłużając fazę jego wzrostu,
  • D-pantenol, przywraca równowagę skóry głowy, komfort i niezbędny poziom nawilżenia,
  • SH-Polypeptide-32 - Rekombinowany czynnik wzrostu fibroblastów – komórek odpowiedzialnych za produkcję kolageny, elastyny i kwasu hialuronowego,
  • mocznik - działa na skórę zmiękczająco, przeciwświądowo i nawilżająco.
Skład INCI:

Ten specjalistyczny szampon został przebadany dermatologicznie.
Dzięki temu, że jest hipoalergiczny nadaje się doskonale dla wrażliwych skór. Jego tolerancja jak i skuteczność zostały przebadane w Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris.
Badania in vivo po 2 tygodniach stosowania wykazały:
-70% - hamuje przedwczesne i okresowe wypadanie włosów,
- 90% - głęboko oczyszcza skórę głowy z zanieczyszczeń,
- 90% - likwiduje uciążliwy łupież,
- 100% - działa kojąco,
- 100% - koi podrażnienia,
- 90% - przywraca niezbędny poziom nawilżenia.
- 100% - usuwa suche i tłuste łuski łupieżu,
- 90% - zmniejsza tendencję do przetłuszczania się włosów,
- 90% - zmniejsza świąd skóry głowy.

Składniki aktywne szamponu podczas masażu poprawiają mikrokrążenie i dotlenienie komórek, wzmacnia mieszek włosowy, jednocześnie wpływając na zahamowanie wypadania włosów oraz aktywując i przyspieszając ich naturalny wzrost.
Kojące właściwości pantenolu pomagają w zmniejszeniu swędzenia skóry. Dzięki przywróceniu naturalnego PH ogranicza się przetłuszczanie, a włosy stają się miękkie
i bardziej podatne na układanie.


Sposób użycia:
Stosować codziennie lub minimum 3 razy w tygodniu.
Na wilgotne włosy nanosimy szampon i wykonujemy przez 2-3 minuty delikatny masaż
skóry głowy.
Aby rezultaty były jeszcze lepsze producent zaleca stosowanie szamponu łącznie z odżywką Pharmaceris H-STIMULINUM lub specjalistycznym preparatem H-STIMUFORTEN.


Przyznaję, że  H-STIMUCLARIS bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ma świetną jedwabistą konsystencję i łatwo się spienia. Pomimo, iż nie zawiera w składzie SLSów. Dodatkowym plusem jest brak w składzie alkoholu, barwników czy silikonów. Delikatny kwiatowy zapach umila aplikację szamponu i utrzymuje się na włosach jeszcze przez jakiś czas po ich wysuszeniu.  H-STIMUCLARIS wszystko to co najbardziej lubię w szamponach i czego oczekuję po takich produktach. Co prawda jestem w trakcie używania pierwszego opakowania, ale już wiem, że postaram się kupować go częściej. Kto wiem może nawet wypróbuję inne kosmetyki z tej serii, jeśli tylko zauważę dobroczynne działanie składników aktywnych szamponu. Kolejnym plusem jest solidne zamknięcie opakowania, które wymaga odrobiny siły przy otwieraniu. Dla mnie to działa na korzyść, bo wiem, że w trakcie podróży nie będzie w bagażu żadnej niespodzianki.

Lubię, podoba mi się i jestem ogromnie oraz pozytywnie zaskoczona.
H-STIMUCLARIS polecam poszukać w aptekach. Opakowanie 250 ml kosztuje około 43 zł.


7 lutego 2017

OPI The color to watch

Dawno nie rozmawialiśmy o paznokciach.
Chciałam pokazać Wam fajny kolor, który wygląda świetnie zarówno zimą,  jak i latem.



The color to watch marki OPI, bo on dzisiaj jest bohaterem, należy do rodziny kolorów lila
i purpury. Taki dziwny i nieoczywisty delikatna lawenda z niebieskim perłowym połyskiem.
Ja określam ten odcień jako "jeansowy", bo generalnie tak wygląda na paznokciach. Wykończenie typu shimmer dodatkowo pięknie podbija kolor.
Nie posiada w składzie szkodliwych: DBP, toulenu czy formaldehydów.
A szeroki pędzelek ProWide™ , bardzo ułatwia szybką i wygodną aplikację.


Jedyny minus to pół transparentny kolor, który wymaga 3-4 warstw, aby dać piękne wykończenie. Ale po wyschnięciu trzyma się idealnie przez około 5-6 dni.
Buteleczka ma pojemność 15 ml, o cenie nie będę pisać bo jest ona zależna od miejsca, w którym kupujemy lakier bądź od panującej promocji.




Lubicie lakiery OPI? Polecacie jakieś kolory?