12 maja 2017

GlamSPONGE czyli jak gąbka do makijażu przechodzi na emeryturę

Dawno, dawno temu pokazywałam Wam gąbeczkę GlamSPONGE, którą kupiłam, żeby się przekonać czy rzeczywiście aplikacja podkładu takim narzędziem wpłynie na jakość i wygląd mojego makijażu. Aby się nie powtarzać TU macie link do mojego pierwszego wpisu na ten temat.



 Tak było na początku: po lewej gąbka na sucho, po prawej po namoczeniu

Czarna gąbka wykonana z "żelowego" (hydrofilowego) tworzywa syntetycznego (nie zawiera latexu, jest więc hipoalergiczna) pozwalająca na nakładanie na mokro podkładów, korektorów, pudrów, róży do policzków i brązerów. Aplikacja na mokro prawie całkowicie ogranicza wchłanianie kosmetyku do jej wnętrza ale przede wszystkim pozwala na uzyskanie niesamowicie naturalnego efektu makijażu, nawet w wypadku aplikacji bardzo ciężkich podkładów. Wymiary suchej gąbeczki: ok. 6,5cm x 4cm” ( taki widniał opis na stronie http://glam-shop.pl)

I rzeczywiście sama aplikacja podkładu była niesamowicie prosta, kosmetyk idealnie stapiał się ze skórą i wyglądał po prostu fantastycznie.
Nie powiem dokładnie jak długo GlamSPONGE używałam, ponieważ nie robiłam tego regularnie, ale etapami. Miesiąc malowania i na przykład miesiąc przerwy.
Schody zaczęły się po kilku miesiącach. Po namoczeniu gąbka wyglądała jak kawałek gliny modelarskiej, co doskonale widać na zdjęciu.


Gąbeczka przestała zwiększać swoją objętość i nadawała się do nanoszenia na skórę makijażu. Przyznam szczerze, że byłam trochę zła, bo z jednej strony jednak wydałam pieniądze, a z drugiej strony oczekiwałam po niej odrobinę więcej wytrzymałości.
Mam nadzieję, że pod względem jakości gąbek coś w Glamshop-ie się poprawi.
Tak więc.... mamy już zużyta gąbeczkę i ciekawość sprowokowała mnie do dalszych eksperymentów. Pomyślałam sobie, że warto zobaczyć co też znajduje się w środku po kilku miesiącach użytkowania? Czy rzeczywiście pije tyle podkładu? Czy może udawało mi się ją wymyć/wyprać w prawidłowy sposób?
No to tniemy na pół.......


Na ćwiartki.......


Ku mojemu zdumieniu w środku nie ma nic, nawet kropelki podkładu, ani minimalnych śladów jakiegokolwiek zabrudzenia.
Bardzo się cieszę bo wiem, że produkt był czysty i higieniczny, że nie marnowałam dodatkowo podkładu. A pranie akcesoriów do makijażu opanowałam w mistrzowskim zakresie. Żarcik. 

Eksperyment uważam za udany. Jako podsumowanie powiem tak.... że nie wiem czy nadal polecam GlamSPONGE, bo w tej cenie można kupić zachwalaną przez wszystkich gabeczkę Blend It, która może być znacznie lepszą inwestycją.
Teraz skupiam się na zakupie oryginalnego Beauty Blendera, bo już wiem czego się spodziewać , a chciałbym wreszcie zmierzyć się z legendą i zobaczyć o co tyle krzyku jest.