31 marca 2017

Yonelle Biofusion Repair/ Krem naprawczy 3C

O tym jak dobra jest seria Biofusion przekonałam się już w zeszłym roku używając kremu Regenerating. Dobrodziejstwo witaminy C objawiło się zarówno polepszeniem stanu cery jak i lekkim rozjaśnieniem przebarwień.


Technologia NANODYSKÓW™, nośników w postaci płaskich krążków, które wypełnione substancjami aktywnymi, są w stanie transportować je aż do 14-stej warstwy komórek naskórka – jest użyta we wszystkich kosmetykach marki Yonelle.

Seria Biofusion – to kosmetyki biologicznie regenerujące cerę wrażliwą, suchą, dojrzałą i podatną na alergie czy też podrażnienia. Kosmetyki tworzą drugą skórę, o strukturze i proporcjach ściśle odtwarzających budowę naskórka. Dzięki BIOFUZJI są zdolne do wtapiania się w skórę i biologicznego naprawiania nieszczelności i uszkodzeń naskórka. 3C – potrójna, głęboko wnikająca witamina C (nanodyskowa, hydrofilowa i lipofilowa) działa rozjaśniająco na przebarwienia, stymuluje metabolizm i syntezę elastyny oraz kolagenu. Co w efekcie końcowym daje nam wzmocnienie, ujędrnienie, poprawę struktury i redukcję zmarszczek. Oprócz ukojenia i odnowy cera zyskuje zdrowy, młodszy wygląd i świeżość. Ma miłą, gładką fakturę, jest doskonale nawilżona i elastyczna.


Krem Repair „druga skóra” naprawia strukturę i hamuje procesy starzenia się.
Jest kosmetykiem idealnym do stosowania zarówno na dzień jak  i na noc do regeneracji, odmładzania i poprawy wyglądu cery wrażliwej, suchej i normalnej, dojrzałej, skłonnej do występowania podrażnień.
Innowacyjny krem, który działa jak mocno odżywczy kosmetyk.
Daje szybkie i spektakularne efekty poprawy jakości i wzmocnienia skóry. Zmniejsza objawy suchości i dyskomfort. Redukuje zmarszczki. Cera nasycona składnikami odżywczymi, nawodniona, stymulowana komponentami pobudzającymi metabolizm zyskuje nowe życie. Wygląda zdrowo. Staje się elastyczna, doskonale wygładzona, rozjaśniona, poprawia się jej jędrność, spójność, gęstość, koloryt i odporność na szkodliwe czynniki środowiska.
I to wszystko widać już po kilku tygodniach używania kremu Repair. 


Składniki aktywne:
Nanodyski - zwiększają wnikanie substancji aktywnych w głąb skóry,
Lecytyna - reguluje poziom wydzielania sebum,
3 formy witaminy C – wykazują działanie przeciwrodnikowe, antystarzeniowe, wyrównujące koloryt skóry, rozjaśniające, uszczelniające ściany naczyń krwionośnych,
Lamelle cholinowe - działa naprawczo i regenerująco na komórki skóry,
Kwas palmitynowy - zmiękcza, wygładza, długotrwale nawilża,
Olej tsubaki - działa antyrodnikowo, przeciwstarzeniowo, silnie regeneruje, wygładza i rozświetla,
Olej jojoba  - wygładza, nawilża, regeneruje, kondycjonuje, działa ochronnie,
Masło shea - odżywia, nawilża, regeneruje, ujędrnia, wygładza,
Ceramidy  - wspomagają wiązanie wilgoci w skórze, wzmacniają cement międzykomórkowy,
Aktywne peptydy  - działają na skórę przeciwzmarszczkowo, wygładzająco oraz ujędrniająco.

Sposób użycia:
Krem nałóż szpatułką na opuszki palców. Pocierając, delikatnie go ogrzej i rozprowadź na twarzy i szyi cienką warstwą. Wykonaj krótki automasaż. W tym czasie skóra wchłonie cenne składniki kremu. Już po jednej aplikacji poczujesz zachwycającą gładkość skóry. To znak firmowy YONELLE.



Co mnie urzekło w kremie Repair?
Nie ukrywam, że samo stosowanie kremu jest już niesamowitą przyjemnością. Aksamitna konsystencja i przepiękny, kwiatowo-owocowy zapach uprzyjemniają aplikację.
Sam krem pozostawia na skórze film przypominający bazę pod makijaż.
Nie wchłania się do końca/ do zupełnego matu -  przez co doskonale zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci pod makijażem.
Jest to kosmetyk wielozadaniowy bo i nawilża i odżywia i działa przeciwstarzeniowo. Dedykowany kobietom w przedziale wiekowym 30+ - 50+.
Polecam taką pielęgnacje zwłaszcza kobietom z dojrzałą już cerą, ponieważ to ona najwięcej skorzysta z takiej przyjaźni. Ja jestem zachwycona, zwłaszcza tym, że moje znienawidzone przebarwienia stały się odrobine jaśniejsze i mniej widoczne. Cera jest jędrna i dobrze odżywiona. Nie występuje żaden dyskomfort pomimo noszenia makijażu przez cały dzień.
Buzia prezentuje się tak ładnie jakby ubyło jej kilka lat. I nie żartuję - to widać w lusterku.

Pojemność kremu to 55 ml/239zł , a więc odrobinę więcej niż standardowa ilość tego typu produktu.
Na uwagę zasługuje też nowoczesny design słoika, który bardzo ładnie wygląda również jako ozdoba na półce w łazience. Dołączona szpatułka, pomaga nam w higieniczny sposób użytkować produkt i na dłużej zachować jego wspaniałe właściwości.

Jestem oczarowana jako klientka. W pierwszej chwili po otwarciu kartonika z kremem naszym oczom ukazuje się woreczek ze śliskiego materiału, który niczym prezent skrywa w środku prawdziwą niespodziankę dla naszej cery.

Kosmetyki marki Yonelle można kupić na stronie firmowej yonelle.pl jak i w Perfumeriach Douglas.


28 marca 2017

DermoFuture Precision Regenerująca kuracja z witaminą C

Kuracja z witaminą C to jedna z moich faworytów jeśli chodzi o pielęgnację marki DermoFuture. Jak dobrze wiecie witamina C jest najlepszym antyoksydantem dla skóry. Działa o wiele skuteczniej jako jeden ze składników kosmetyków pielęgnacyjnych przeznaczonych do twarzy.

 
Witamina C jest składnikiem o silnych właściwościach odmładzających. Jako przeciwutleniacz hamuje działanie szkodliwych wolnych rodników. Ponadto witamina C wspomaga produkcję kolagenu, który działa na skórę ujędrniająco i poprawia jej elastyczność. Dzięki zawartości tej wspaniałej witaminy skóra odzyska blask, napięcie, nawilżenie i będzie widocznie wygładzona.
Witamina C będzie również wspaniałym składnikiem, który pomaga nam w walce z przebarwieniami i wyrównaniem kolorytu. Na wszelkie plamki na twarzy, które pozostały nam na pamiątkę po słonecznych wakacjach, powinno się zastosować kurację rozjaśniającą przy użyciu serum z witaminą C. Przy stosowaniu kuracji rozjaśniających należy zawsze pamiętać o stosowaniu kosmetyków z filtrami przeciwsłonecznymi oraz starać się unikać nadmiernej ekspozycji na promienie słoneczne.


Intensywnie regenerująca kuracja z witaminą C firmy DermoFuture jest kosmetykiem, w którym zastosowano najmocniejsze stężenie witaminy C, bo jest to aż 30%. Kolejnymi aktywnymi składnikami jest arbutyna, kwas hialuronowy, wyciąg z gorzkiej pomarańczy oraz gliceryna.

Wysoko wyselekcjonowane składniki oraz odpowiednie ich połączenie ze sobą gwarantują:
  • rozjaśnienie,
  • regenerację zniszczonej skóry,
  • zmniejszenie skłonności do przebarwień i piegów,
  • zwiększenie elastyczności,
  • ochronę przed wolnymi rodnikami,
  • spowolnienie procesów starzenia,
  • uszczelnienie naczyń krwionośnych.

Witamina C działa również korzystnie na stan skóry trądzikowej. Gliceryna w naturalny sposób, osłania skórę, przenikając do przestrzeni międzykomórkowych, gdzie wiąże wodę do zachowania prawidłowego nawilżenia skóry. Ma również właściwości łagodzące i skutecznie nawilża skórę.  Kolejny składnik aktywny kompleks proteinowy działa przeciwobrzekowo i walczy z wolnymi rodnikami. Wyciąg z gorzkiej pomarańczy w tym zestawieniu jest silnym antyoksydantem i aktywuje procesy regeneracyjne skóry. Działa ściągająco i zmniejsza pory oraz rozjaśnia koloryt cery. Arbutynę stosuje się w kuracjach depigmentujących czyli reguluje ona produkcję barwnika skóry (melaniny). Usuwa powstałe już przebarwienia posłoneczne, potrądzikowe i plamy starcze. Działanie przeciwzapalne pomaga w leczeniu trądziku pospolitego.  Kasztanowiec - wzmacnia i uszczelnia naczynia krwionośne, zapobiega ich rozszerzaniu. Ostatni składnik aktywny, jakim jest kwas hialuronowy wpływa korzystnie na poprawę nawilżenia suchej skóry. Wiążąc wodę w naskórku, działa wygładzająco minimalizując powstawanie podrażnień i zapobiega odwodnieniu skóry.



Pojemność to 20 ml. Kosztuje na stronie tenex24.pl  42, 90 zł. (Rossmann 19,95 zł).
SKŁAD INCI: Aqua, Ascrobic Acid, Glycerin, Aqua (and) Butylene Glycol (and) Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Extract (and) Silybum marianum (Lady’s Thistle) Extract (and) Camellia sinensis Extract (and) Hydrolyzed Wheat Protein, Citrus Aurantium Extract, Arbutin, Sodium Hyaluronate, Carboxymethylcellulose, DMDM Hydantion, Methylchloroisothiazolinone (and) Methyllisothiazolinone.


Kuracja z witaminą C jest kosmetykiem bardzo dobrym. Rewelacyjnie koi skórę i działa na nią jak doping. Przywraca jej zdrowy, żywszy koloryt.  Stosowana regularnie daje świetny rezultat przy wyrównaniu kolorytu skóry oraz rozjaśnieniu istniejących przebarwień.
Stosuje ją kilka razy w tygodniu od początku tego roku i sama widzę, że plamy na twarzy stały się o wiele jaśniejsze i mniej widoczne. Przykryte makijażem sprawiają, że znajome osoby pytają się co takiego zrobiłam z przebarwieniami, że ich po  prostu nie widać.
Kosmetyk ma ciekawą konsystencję, jak śliska woda. Nie jest ani zbyt żelowa ani zbyt płynna. Do tej pory spotkałam się z taką konsystencją tylko w kosmetykach azjatyckich. W pierwszej chwili pozostawia lepkie uczucie na twarzy, natomiast dosłownie po kilku sekundach idealnie wklepany leciutko, wchłania się w skórę przygotowując ja na dalsza pielęgnację. I jest niesamowicie wydajny.
Szklana pipeta jest kolejnym hitem tego kosmetyku.  Idealnie dozuje odpowiednią ilość produktu.

Bardzo się cieszę, że miałam i mam cały czas niekłamaną przyjemność testować kosmetyki  marki DermoFuture, które w mojej pielęgnacji sprawują się idealnie. Mam już swoich ulubieńców, którzy na stałe goszczą w mojej pielęgnacji.

A Wy znacie już markę DermoFuture?
Macie ulubione kosmetyki?





26 marca 2017

#TAG: 7 URODOWYCH GRZECHÓW GŁÓWNYCH

To że lubię Tagi to już wiecie, ale ostatnio wypatrzyłam coś fajnego na blogu mazgoo.pl, więc postanowiłam zapożyczyć sobie temat :-)



Grzech #1: CHCIWOŚĆ
Najdroższy kosmetyk (do makijażu), jaki kupiłaś. Najtańszy kosmetyk, jaki posiadasz.
Zacznijmy od tego, że lubię zagraniczne marki i kosmetyki renomowanych w świecie urodowym firm. Najdroższym kosmetykiem jaki do tej pory kupiłam była chyba paleta 5 cieni marki Dior (249 zł). Wcześniej miałam jeszcze puder brązujący z Chanel, ale nie pamiętam już jego ceny.
Najtańszy kosmetyk, który posiadam i równocześnie uwielbiam z całego serca to konturówka do ust 08 Satin Mauve marki Essence za 4,99 zł. Kolor, tekstura i przyjemność użytkowania są zdecydowanie warte wyższej kwoty.

Grzech #2: GNIEW
Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?
Powiem tak …. nienawidzę dobierać i testować nowych podkładów. Jako posiadaczka cery mieszanej przetłuszczającej się, cierpię za każdym razem kiedy widzę, że fantastyczny nowy podkład nałożony na mój policzek zaczyna zamieniać się w elektryczną pomarańczę - czasami po prostu aż ramiona z bezsilności opadają. 

Kolejnym punktem są kosmetyki, które są przesadnie perfumowane. Rozumiem, że róża czy fiołki to piękne kwiaty, ale nawet one po pewnym czasie zaczynają męczyć i powodują niechęć do produktów danej marki.

Uwielbiam tusze do rzęs i błyszczyki. Ponieważ u mnie jest dosyć solidny materiał podstawowy (czytaj rzęsy) więc nawet tani tusz ma szansę zrobić odpowiednie wrażenie.
Błyszczyki kocham od zawsze. Lubię połysk, efekt mokrych i pełnych ust, a odkąd stosuje kosmetyki lepsze jakościowo minął również problem z okresowo pojawiającą się opryszczką czy pierzchnięciem ust.

Jeśli chodzi o produkty, trudne do zdobycia to tu akurat nie mam żadnych problemów, ponieważ zawsze mam kogo poprosić o pomoc w zakupach, więc to co mi się zamarzy po jakimś czasie i tak pojawia się w mojej kosmetyczce.


Grzech #3: OBŻARSTWO
Jakie produkty kosmetyczne są dla Ciebie najpyszniejsze?
To pytanie trochę mnie zadziwia, bo gdyby chodziło o perfumy wtedy mogę puścić wodze fantazji i popłynąć ze smakowitymi aromatami.
Jeśli mam podać natychmiastowy przykład to kiedyś pomadki MAC pachniały rewelacyjnie budyniem waniliowym.

Grzech #4: LENISTWO
Których produktów nie używasz z lenistwa?
Ha ha ha nie zawsze mam ochotę na konturowanie twarzy, a i zdarzają się takie dni kiedy cienie do powiek nie chcą czasami ze mną współpracować – stawiam wtedy na jeden bazowy kolor, mocno tuszuję rzęsy i mam wszystko inne w nosie :-)
Zdarza mi się pomijać bardzo często balsamy do ciała i krem do stóp, no jakoś tak wieczorem to po prostu już mi czasu na to brakuje......


Grzech #5: DUMA
Które produkty dają Ci najwięcej pewności siebie?
Pewność siebie to podstawa funkcjonowania. Mając przebarwienia na twarzy zawsze stawiam na mocny i kryjący podkład. Nakładany oczywiście na starannie wypielęgnowaną cerę. Poza tym wyraziste oczy, dzięki tuszowi do rzęs i wypielęgnowane usta, które świetnie prezentują się pod każdym produktem kolorowym do ust to podstawa mojego funkcjonowania. Wymieniłam akurat te rzeczy, na które zwraca się uwagę w pierwszej kolejności patrząc na osobę.

Jakie atrybuty uważasz za najatrakcyjniejsze u płci przeciwnej?
Wzrost, twarz i zdrowy uśmiech. Banał, ale wszyscy jesteśmy wzrokowcami, więc te atuty widzimy w pierwszej kolejności.
Jeśli chodzi o „piękno umysłu” to później weryfikuje rozmowa. Poczucie humoru i dystans 
do własnej osoby są kolejnymi cechami, które świadczą o naszej dalszej atrakcyjności. Inteligencja czy oczytanie sprawiają, że jest o czym rozmawiać..... a jeśli jest o czym rozmawiać to spędza się ze sobą więcej czasu..... a jeśli spędza się ze sobą więcej czasu.....



Grzech #7: ZAZDROŚĆ
Jakie kosmetyki najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?
Te których pragnę :-) Podoba mi się jak darczyńca stara się dowiedzieć czegoś więcej o moich potrzebach, żeby jak najlepiej utrafić w mój gust czy preferencje produktowe/markowe. Nienawidzę prezentów kupowanych od „czapy” tak tylko żeby coś kupić. Sama zawsze staram się wybrać taki prezent, który mi się podoba i wiem, że sprawi osobie obdarowanej chociaż odrobinę radości.


Tak wyglądają moje grzechy!
Podzielcie się swoimi, bo jestem ciekawa czy tylko ze mnie jest taka grzesznica.



24 marca 2017

Serge Lutens Ambre Sultan EDP

Ambre Sultan - jak już sama nazwa wskazuje zapach inspirowany jest bursztynem, który Serge Lutens otrzymał w prezencie podczas swojej podróży do Maroka. 
Latami bursztyn krył swoje uroki w kuferku z tui, z czasem surowce nasączały się nawzajem, mieszając ze sobą aromaty...
Zdecydowanie nie jest to kompozycja łatwa, ale i tak znajduje swoich zwolenników.
Ambre Sultan marki Serge Lutens to perfumy dla kobiet i mężczyzn.

W składzie znajdziemy:
Nuty głowy: mirt, wanilia, liść laurowy, benzoina
Nuty serca:
kolendra, oregano
Nuty podstawy:
paczula, drzewo sandałowe, ambra
Ambre Sultan jest dosyć egzotycznym zapachem. Hołdem i pokłonem w kierunku ambry. Bursztynową przygodą. Na samym początku zapach jest bardzo mocny i intrygujący. To jak połączenie bursztynu z aromatycznymi niesamowicie ziołowymi przyprawami, do których zdecydowanie zaliczyć możemy kolendrę, oregano jak i liść laurowy. Trzecim najważniejszym składnikiem są kadzidlane nuty, które dodają tej kompozycji tajemniczości, dymności i powiewu orientu.
Na mojej skórze ta przygoda kończy się na wymienionych wyżej składnikach. Nie wyczuwam ani drzewa sandałowego ani mojej ukochanej wanilii. Przyznam szczerze, że jak czytałam opinie w internecie to bardzo zdziwiło nie stwierdzenie, iż jest to zapach słodki.
Po około półgodzinie przebywania na skórze Ambre Sultan zdecydowanie łagodnieje i staje się cieplejszy i bardziej przyjazny. Zupełnie jakby nagle sułtanowi poprawił się humor. Już nie jest taki mroczny i zły. Staje się wyrafinowany, elegancki i bardziej przystępny dla otoczenia.
Pomimo, iż jest dedykowany zarówno kobietom jak i mężczyznom, na mój nos brakuje mu niestety niewieściego pierwiastka i wydaje mi się, że panowie będą mieli z niego więcej pożytku i radości.


Szklana butla jest tak minimalistyczna w swojej prostocie, że aż piękna. A sam zapach idealny będzie zarówno na co dzień jak i na specjalne okazje.
Ambre Sultan można albo pokochać albo i nie. Ale zdecydowanie warto wypróbować kompozycję, która chociaż jest niełatwa w odbiorze to zdecydowanie warta jest poznania.
 Pojemność 50 ml /420 zł Zapach dostępny jest w perfumeriach Douglas, Mon Credo oraz w    
 perfumeriach internetowych.


Zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych marki.


21 marca 2017

The Body Shop Drops of Light Liquid Peel – wyroluj zanieczyszczenia skóry

Z formułą żelowych peelingów spotykam się już po raz kolejny. Wcześniej był to kosmetyki azjatyckie – praktycznie prekursorzy tego typu kosmetyku, a teraz mam przyjemność stosować Liquid Peel marki The Body Shop.



DROPS OF LIGHT – Peeling Pure Resurfacing Liquid – to żelowo-peelingująca formuła, która otacza i delikatnie złuszcza zanieczyszczenia i martwe komórki skóry. Przy regularnym stosowaniu skóra wygląda zdrowo, lśniąco, a jej tekstura delikatniejsza (co zostało potwierdzone badaniami na 100 ochotniczkach).

Składniki aktywne:
  • Kluczowym składnikiem peelingu jest rozjaśniający ekstrakt z alg czerwonych pozyskanych z północnego Atlantyku, które znane są z zawartości silnej mieszanki witaminy C, substancji odżywczych i minerałów. Testy wykazały, że ekstrakt z czerwonych alg ma podwójny wpływ na proces pigmentacji skóry. Czerwone algi rosły w orzeźwiających wodach oceanów przez miliony lat. Dzisiaj ich potencjał został udostępniony klientkom w linii kosmetyków Drops of Light™ .
  • Olej Marula z Namibii – wygładza i nawilża skórę. Olej wytwarzany jest na zimno, co zachowuje jego wysoką jakość.

SPOSÓB STOSOWANIA
• 1-2 pompki produktu zaaplikować na opuszki palców i nanieść na umytą, osuszoną skórę omijając okolice oczu i ust.
• Masować przez 20 sekund, aż pod palcami będą wyczuwalne grudki.
• Spłukać twarz wodą, aż będzie całkowicie czysta.
• Stosować 2-3 razy w tygodniu przed nałożeniem pielęgnacji.


Skóra po takim oczyszczeniu rzeczywiście nabiera zdrowszego wyglądu. Jest jaśniejsza i doskonale przygotowana na dalsze kroki pielęgnacji.
Pompka dozująca działa bez zarzutu i posiada ciekawą zatyczkę, która chroni produkt przed dostępem powietrza co nie pozwoli na utlenianie się składników aktywnych. Dodatkowo jest „przyjazna” podróżowaniu, bo zabezpiecza pompkę przed przypadkowym naciśnięciem.

Podsumowując - LIQUID PEEL to:
• przekształcenie się żelu w strukturalny peeling, który wyłapuje wszystkie zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka znajdujące się na powierzchni skóry,
• unikalna formuła peelingu, złuszczając usuwa zanieczyszczenia, odsłaniając świeżą, czystą, złuszczoną skórę poniżej,
• skóra jest wolna od zanieczyszczeń i przygotowana na nawilżenie.


Stosowanie żelo-peelingu jest proste, nie wymaga większego wysiłku. Konsystencja jest stała, nie spływa z twarzy, a przepiękny kwiatowy zapach umila nam oczyszczanie twarzy.
Peeling ma postać żelową, nieprzeźroczystą. Po zaaplikowaniu na twarzy tworzy cieniutki film, który w momencie zasychania należy delikatnie rozmasować okrągłymi ruchami dłoni. Cząsteczki celulozy wiążą się ze sobą w grudki, które w delikatny sposób – na zasadzie gumki - oczyszczają skórę z zanieczyszczeń. Generalnie kosmetyk działa na zasadzie gommage, czyli delikatnego złuszczania.
Do tej pory byłam wierna raczej bardziej inwazyjnym produktom, ale Liquid Peel przekonał mnie, że i taka forma kosmetyku poradzi sobie z usunięciem zanieczyszczeń, na które nasza skóra jest skazana dosłownie z każdej strony świata. A jak doskonale wiemy, że zanieczyszczenia przyczyniają się do szybszego starzenia się skóry. A tego raczej nie chcemy!
Dlatego też nastał czas, aby „wyrolować” zanieczyszczenia z nowym DROPS OF YOUTH™ Youth Liquid Peel (145ml, 79.90 PLN)

W ramach ciekawostki na zakończenie tej recenzji chciałam Wam przedstawić autorski masaż twarzy opracowany przez dr. Christine Choi Kim, dermatologa The Body Shop.
Masaż MOTYLA pozwoli nie tylko usunąć zanieczyszczenia ze skóry, ale również zwiększy potencjał użytego kosmetyku.

MASAŻ ODMŁADZAJĄCY TECHNIKĄ MOTYLA


1.Zaczynając od brwi, odtwarzaj kształt czułek w górę i w dół, przez skronie powtarzając koliste i liniowe ruchy. Powinnaś poczuć jak powraca do Ciebie spokój.
2.Naśladuj kształt korpusu motyla w dół, wzdłuż nosa, przez górną wargę, do podbródka stosując wciąż tę samą technikę masażu. Pozwoli to produktowi wniknąć w skórę.
3.Omijając delikatne okolice oczu, kolistymi ruchami masuj policzki i przesuń palce wzdłuż kości policzkowej odtwarzając górne skrzydła.
4.Kontynuuj te same koliste ruchy i zjedź w dół wzdłuż szczęki naśladując kontur dolnego skrzydła.


19 marca 2017

Matowa rewolucja #BanTheBoring - Lancome Matte Shaker

Do marki Lancôme mam ogromny sentyment. Mój pierwszy ekskluzywny kosmetyk to był błyszczyk do ust Juicy Tube.
Na dzień dzisiejszy jestem szczęśliwa posiadaczka najnowszego dziecka marki Matte Shaker, które powstało jako alternatywna wersja płynnej, matowej pomadki dla błyszczyków Juicy Shaker.
 
  zdjęcie: materiały prasowe Lancome

Matowa wersja pomadki została ponownie umieszczona w przesłodkim opakowaniu a la shaker do drinków. W odróżnieniu od błyszczyków formuła produktu jest matowa, a opakowanie posiada czarną zakrętkę.
Nie jest to jednak tradycyjny mat, który robi z ust przesuszoną rodzynkę. Satynowa warstwa pigmentu, która gładko przykrywa usta, nawet po kilku godzinach noszenia sprawia, że poziom nawilżenia i uwypuklenia warg wręcz zadziwia.

 
Również trwałość pomadki jest bardzo dobra. Utrzymuje się bez większego problemu kilka godzin, aż do momentu posiłku. Miejsca, w których Matte Shaker wytrze się  można spokojnie uzupełnić kolejną warstwą, która absolutnie nie wpływa na trwałość czy wygląd makijażu.
Dla wykonania makijażu ust typu ombre można spokojnie łączyć ze sobą kilka kolorów. Formuła jest tak elastyczna, że odcienie ładnie stapiają się ze sobą nie tworząc granic czy odcięć.



Aplikator w formie gąbeczki (cushion) jest niesamowicie poręczny. W pierwszej chwili miałam nawet obawy czy uda się nim precyzyjnie wyrysować kontur ust. Miękka gąbeczka jest zaopatrzona w ostro ściętą końcówkę, która doskonale pozwoli na precyzyjny makijaż. 
A nasączona pomadką gąbeczka idealnie transferuje i dozuje kolor.

 To zdjęcie najlepiej oddaje kolor 270 Beige Vintage

Jedyne o czym należy pamiętać to tylko fakt, że trzeba wstrząsnąć Matte Shaker jak egzotycznym drinkiem, aby pigmenty i formuła wymieszały się ..... i były gotowe do użycia. 
Kampania promocyjna pod tytułem #BanTheBoring zainspirowana jest kryjącymi i żywymi odcieniami pomadek. Więc od dziś przełamujemy nudę i bawimy się kolorem!
 
Matte Shaker są dostepne z 7 odcieniach:
  • 186 Magic Orange
  • 189 Red'y in 5
  • 270 Beige Vintage
  • 272 Energy Peach
  • 374 Kiss Me Cherie
  • 378 Pink Power
  • 379 Yummy Pink
Odważne i intensywne odcienie. Niesamowita i niezwykle komfortowa formuła Matte Shaker sprawiła, że diametralnie zmieniłam zdanie odnośnie matowych pomadek. Satynowy efekt dodaje eleganckiego wyglądu i uroku. 
Praktycznie jest to kosmetyk, którego nie czuje się na ustach. Aczkolwiek co do tak wyrazistych kolorów to raczej uważałbym z pocałunkami :-)


Jestem oczarowana. Matte Shaker sprawił mi niesamowitą niespodziankę, bo zupełnie nie tego się spodziewałam.
Wyraziste kolory, będą świetnie wyglądać na ustach zwolenniczek #BanTheBoring zwlaszcza teraz na wiosnę.
Mój odcień 270 Beige Vintage jest fantastycznym "brudno-różanym"kolorem, który idealnie nadaje się do pracy, szkoły czy wszędzie tam gdzie nie możemy pozwolić sobie na szaleństwo.
Pomadki Matte Shaker widziałam już w perfumeriach Sephora.
Pojemność 6,2 ml w cenie 109 zł.


 
A Ty jesteś już gotowa na matową rewolucję Lancôme ?

 zdjęcie: materiały prasowe Lancome