30 stycznia 2016

MAC Pro Longwear Concealer – korektor do zadań specjalnych


Marka MAC słuchając potrzeb swoich klientów stworzył linię kosmetyków o przedłużonej trwałości. Dzięki temu szczęśliwe posiadaczki (jak ja) cer mieszanych i przetłuszczających się mają do dyspozycji całą gamę kosmetyków, które pomogą wykonać perfekcyjny makijaż, który przetrwa długie godziny spędzone w pracy czy na uczelni bez potrzeby wykonywania żmudnych poprawek w ciągu dnia.


Kosmetyk, który sprawdził się idealnie przy problemach mojej cery to korektor Pro Longwear.
Lekki korektor w płynie, zapewniający krycie od lekkiego do średniego i komfortowe, naturalnie matowe wykończenie. Doskonale stapiająca się ze skórą formuła utrzymuje się do 15 godzin. Pomaga zatuszować cienie pod oczami i przebarwienia.

Zalety korektora :
  • utrzymać się na skórze przez 15 godzin,
  • jest wodoodporny,
  • nie przemieszcza się na ubranie,
  • przebadany dermatologicznie,
  • przebadany oftalmologicznie,
  • nie powoduje powstawania wyprysków,
  • nie posiada zapachu,
  • nadaje się dla wszystkich rodzajów cery.
OPAKOWANIE:
Zamknięty w przezroczystej, szklanej buteleczce z matową, czarną pompką.
Pompka niestety dozuje zbyt dużą ilość produktu. Trzeba się nieźle „nagimanstykować”, żeby wydobyć niezbędną ilość.
Pojemność 9 ml. Cena 82 zł. Dostępny w 15 odcieniach.

SKŁAD:

SPOSÓB UŻYCIA:
Produkt można aplikować palcami, gąbeczką lub pędzlem do korektora.

Jak większość z Was już wie mam tendencję do używania kosmetyków nie zawsze w zgodny z ich przeznaczeniem sposób. Mam nadzieję, że producent mi to wybaczy.
Sam korektor, ze względu na dojrzałą skórę, pod oczami raczej się u mnie nie sprawdził, ponieważ za bardzo wchodził w jej załamania i podkreślał wszystko to czego nie chciałam.
Kolejnym minusem jest pompka, która nie do końca wybiera produkt, także sporo się go marnuje. Buteleczki nie da się niestety odkręcić, żeby wydobyć resztki korektora.


Tyle produktu pozostaje w buteleczce, po ostatnich dozach pompki, których nie zasysa.
Natomiast jeśli chodzi o moje problemy z cerą typu okresowy wysyp niedoskonałości czy przebarwienia słoneczne na twarzy sprawdził się idealnie. Wiem pewnie niektórzy się oburzą, że 15 ml to nieekonomicznie, ale w przypadku cery z problemami korektor nałożony sam bądź też dodany do podkładu w celu jego wzmocnienia, ładnie zasychał na buzi i przez cały dzień nie utleniał się, nie blaknął ani nie wycierał. Na wszelkie problematyczne miejsca na twarzy spokojnie można dołożyć kolejną cienką warstwę i ładnie wklepać opuszkami palców.
Przy tak dobrym i trwałym kosmetyku pojemność ta wystarczyła na bardzo długo.
Jestem bardzo zadowolona i jeśli jeszcze kiedyś zdarzy mi się walczyć z problemami skórnymi bez zastanowienia zakupię kolejną buteleczkę.
Korektor świetnie sprawdzał się na powiekach w ramach wyrównania kolorytu i bazy pod cienie. Utrzymywał makijaż oczu równie dobrze co baza z Urban Decay. Kolory nie blakły w ciągu dnia, a cienie nie rolowały się w załamaniach powieki. Jedyna rzecz, na którą trzeba było uważać to delikatne dozowanie i blendowanie kolorów cieni do powiek, żeby nie zrobić sobie plam. Po nałożeniu koloru bazowego reszta makijażu nie sprawiała już żadnego problemu.
Także sami widzicie, zawsze można znaleźć inny sposób, żeby zużyć produkt, który nie do końca nam pasuje i stosowany zgodnie z zaleceniami producenta.....nie sprawdza się.

Znacie korektor Pro Longwear Maca? Używacie?



29 stycznia 2016

Victor&Rolf - Flowerbomb EDP



"Prawdziwa moc to siła wyobraźni"

Duet projektantów Viktor Horsting & Rolf Snoeren spotkali się podczas studiów w Akademii Sztuki Projektowania. W 1993 roku wygrali pokaz talentów na Międzynarodowym Festiwalu 

Tryb et de Photographie to otworzyło im drogę do dalszej kariery.
Ich wyjątkowy styl charakteryzuje niesamowite wyczucie proporcji, dysproporcji oraz przepychu. Ten mistrzowski misz-masz sprawił, że wejście w świat zapachów było wybuchowe i zaskakujące. Awangardowe zestawienia nut zapachowych stanowią eksplozję zmysłów i emocji.


Flowerbomb jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych zapachów tej pary projektantów. Czaruje swoje użytkowniczki już od 2005 roku.
Eksploduje obfitym bukietem kwiatów, który dodaje energii i wyzwala radość oraz oczarowuje swoim urokiem. Magia kwiatów zawarta w przepięknym szklanym flakonie pobudza uczucia i przenosi użytkowniczkę w magiczny świat bajek i snów.
Jest to zapach dla typowej marzycielki, która ma dosyć twardej rzeczywistości.


Viktor&Rolf zaprojektowali flakon w taki sposób, aby przypominał on oszlifowany różowy diament, który zaraz eksploduje pod naporem bukietu doznań jakie wyłaniają się po pierwszej aplikacji zapachu.

Nuty głowy: begamotka, herbata, osmantus
Nuty serca: jaśmin Sambac, kwiat afrykańskiej pomarańczy, frezja, róża Centifolia, orchidea Cattleya,
Nuty bazy: piżmo i paczula.

Zapach należy do kategorii orientalno – kwiatowej.
Bogaty i intensywny bukiet złożony z jaśminu, frezji i róży delikatnie otula swoim kwiecistym ciepłem. Aromatyczny czar kwiatów z całego świata daje się porwać uczuciu szczęścia i radości.
Dzięki aromatowi herbaty i begamotki uspokaja i koi rozbiegane myśli. Róża Centifolia daje znać, że i ona jest jedną z gwiazd tego zapachu wraz ze słodkim jaśmin Sambac i orchideą Cattleya. Na końcu otulające piżmo w towarzystwie paczuli zamyka tę zmysłową kompozycję.
Zapach trzyma się blisko skóry i jest niezwykle otulający.
Jest słodki, ale nie jest to słodycz dusząca tylko taka ciepła, która sprawia, że zapach nie jest mdły. Przypomina w niektórych momentach kwiecistą herbatkę posłodzoną dodatkiem aromatycznej wanilii.
Jest to taki zapach, który bardzo się podoba i jest komplementowany przez otoczenie. I nie muszę chyba nikogo przekonywać, że ratuje każdy  chłodniejszy dzień w sezonie jesienno - zimowym.


Trwałość Flowerbomb jest jednak dla mnie niezrozumiała - bywają dni kiedy utrzymuje się wiele godzin, a czasami po godzinie, dwóch jest już wspomnieniem. Natomiast na ubraniach potrafi się ten zapach utrzymywać do momentu prania.
Jest jedynym z moich ukochanych wód perfumowanych.
Elegancja, która uzależnia i poprawia nastrój.
I kiedy tylko skończy się mój flakon, wyposażę swoją toaletką w następny Flowerbomb, którego pewnie jeszcze długo nie zdradzę.




27 stycznia 2016

Vichy Traitement Deodorant Anti-Transpirant 48h


Ten dezodorant jest już kultowym kosmetykiem w blogosferze, także przyszedł taki dzień kiedy i ja postanowiłam wypróbować to cudo, które ma przeciwdziałać nadmiernemu poceniu się i dawać 48-godzinną skuteczność.


Według producenta dezodorant zapewni nam długotrwałą skuteczność antyperspirantu. Jest on przeznaczony dla osób borykających się z problemem nadmiernej potliwości.
Składniki aktywne antyperspirantu – mikronizowane sole aluminium, działające bezpośrednio na ujścia gruczołów potowych. Przeciwdziałają nadmiernemu poceniu oraz brzydkiemu zapachowi oraz gwarantują ochronę nawet do 48 godzin. 
Skład:

Antyperspirant jest hipoalergiczny. Zawiera Wodę Termalną z Vichy.
Dezodorant zapewnia świeżość i miękkość skóry. Nie pozostawia białych plam na ubraniach.
Produkowany według ścisłych norm przemysłu farmaceutycznego. Testowany przez dermatologów. Nie zawiera alkoholu.


Zapewnia uczucie komfortu i pozostawia skórę świeżą i elastyczną przez 48 godzin.
Dezodorant daje świeżość i miękkość skórze bez białych śladów lub uczucia dyskomfortu.
Po zastosowaniu na skórze pozostawia lekką, pudrową warstwę bez uczucia lepkości.
Antyperspirant w kulce stosować codziennie na czyste, suche pachy.
Sama kulka działa bez zarzutu, nie zacina się, a nakrętka bardzo dobrze zabezpiecza produkt przed ewentualnym wylaniem się.


Moje wrażenia odnośnie produktu są mieszane. Zdecydowanie działa. Został przetestowany w warunkach wymagających sporo ruchu, aczkolwiek ciekawa jeszcze jestem jak zachowa się podczas upałów. 
Jego działanie jest bardzo dobre i skuteczne. Pachy są suche w ciągu dnia, a i na ubraniach nie pozostaje ślad po takim bohaterze. Tyle plusów. Jeśli chodzi o minusy to mam trzy i to całkiem poważne jak dla mnie:
  • zaraz po aplikacji następuje uczucie lepkości więc trzeba dłuższą chwilę poczekać, aż produkt całkowicie się wchłonie – a to już jest jakiś dyskomfort,
  • zapach – typu unisex (którego szczerz nie znoszę) – drażni mnie niesamowicie, nawet w ciągu dnia daje o sobie znać lekką mgiełką aromatu,
  • cena – standardowa około 40 zł to jest jakieś nieporozumienie.
Między książki wsadzam również bajkę o 48-godzinnej ochronie, ponieważ nie mieści się to w słowniku moich pojęć odnośnie higieny osobistej, żeby się zmusić do takiego testu.
Stosowany codziennie muszę przyznać, że jest dosyć wydajny. Aplikator w formie kulki dozuje zawsze odpowiednią ilość dezodorantu. Nie zauważyłam również żadnych podrażnień ani problemów ze skórą.
Generalnie produkt jest bardzo dobry. Zdecydowanie odróżnia się swoim działaniem od zwykłych dezodorantów drogeryjnych.
Pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę pod warunkiem, że trafie na fajna promocję cenową.



23 stycznia 2016

YONELLE – Maski Nanodyskowe: Magiczny Kompres, Zachwycająca Gładkość, Młodzieńczy Blask


NANODYSKITM są to nowatorskie nośniki w postaci płaskich krążków, które transportują składniki aktywne kosmetyków do głębszych warstw skóry.


Maski Nanodyskowe stworzone przez markę Yonelle przeznaczone są dla cer dojrzałych, zmęczonych i pozbawionych świeżości. Przyczyniają się do szybkiej poprawy wyglądu skóry oraz stanowią doskonałe uzupełnienie codziennej pielęgnacji.


Można je stosować systematycznie co kilka dni lub w ramach ekspresowego odświeżenia twarzy przed jakimiś wielkimi okazjami.
NANODYSKITM wprowadzają w głąb skóry pokonując, aż 14 jej warstw składniki aktywne w taki sposób, aby nasza cera była jak najszybciej zregenerowana. Bogate składy masek uwydatniają naturalne piękno każdej cery.


No 1 – Magic Compress – Magiczny Kompres
Ta maska niczym magiczna różdżka błyskawicznie poprawia stan i wygląd cery dojrzałej 40+. Dzięki unikalnej recepturze efekty zauważalne są jeszcze 2-3 dni po jej użyciu. 
Składniki aktywne (NANODYSKITM z retinolem, ekstrakt z limonki, kwas hialuronowy, olej jojoba, olej tsubaki, glinka koloidalna) wpływają na poprawę wygładzenia, rozjaśnienie kolorytu i wyraźną redukcję porów. Pozostawia cerę aksamitną w dotyku, uspokojoną. Maska pomoże również przygotować skórę pod makijaż przed jakimś większym wyjściem.


Maska ma dosyć gęstą, zwartą i glinkową konsystencję, a wysychając na twarzy mamy uczucie napięcia i liftingu skóry. Wysycha do sucha pozostawiając cerę idealnie zmatowioną.
Należy ją stosować 2-3 razy w tygodniu omijając okolice oczu. 
Po około 30 minutach należy maskę zmyć bieżącą wodą za pomocą samych dłoni. Nie jest wskazane, aby używać wacików czy gąbek, gdyż wtedy możemy usunąć specjalną pudrową warstwę matującą, która maska pozostawia na skórze. Po użyciu odpowiedniego kremu pielęgnacyjnego możemy przystąpić do wykonania makijażu.
Opakowanie 35 ml kosztuje 99 zł. Natomiast obecnie możemy kupić maskę również w wersji saszetki o pojemności 6 ml za 14,90 zł.


No 2 – Amazing Smooth – Zachwycająca Gładkość
Jest to tak zwana „maska nocna”, która intensywnie regeneruje cerę suchą, wiotką, szorstką lub słabo nawilżoną. Skóra nasycona substancjami odżywczymi ( NANODYSKITM z kwasem hialuronowym, enzymy, olej makadamia, witamina E) staje się niesamowicie gładka i miękka w dotyku. Dzięki efektowi podwójnej stymulacji otrzymuje dodatkowy zastrzyk peptydowy na bazie nanodysków, który stymuluje odbudowę, a kompleks rewitalizujący przyspiesza proces odnowy naskórka.
Właściwości nawilżające, głównie za sprawą witaminy E, doprowadzają do ustąpienia nadmiernej suchości skóry.
Maseczkę aplikujemy wieczorem 2-3 razy w tygodniu, wykonując 3-minutowy automasaż. Pozostawiona na całą noc i zmyta dopiero rano za pomocą dłoni i bieżącej wody doskonale odżywi naszą skórę. 
Ponownie producent nie zaleca używania wacików czy gąbek. 


Maska ma konsystencję kremową. Po kilku minutach wsiąka w skórę pozostawiając minimalne uczucie lepkości na twarzy. Nie jest to żaden dyskomfort jak w przypadku stosowania azjatyckich masek nocnych.
Maskę można stosować na twarz oraz na dłonie, którym również przyda się taka kompleksowa regeneracja.
Opakowanie 35 ml kosztuje 89 zł, a wersja saszetki 6 ml – 13,90 zł.

 
No 3 – Youthful Glow – Młodzieńczy Blask
Maska żelowa, która zapewnia skórze spektakularne i intensywne odświeżenie. Szczególnie jest ona polecana dla skóry zmęczonej, odwodnionej, wymagającej wygładzenia i głębokiego nawilżenia.
Dzięki temu, że maska łączy w sobie również efekt peelingu enzymatycznego odkrywa naturalne piękno skóry. Papaina złuszcza naskórek dzięki czemu nawilżanie infuzyjne działa jeszcze lepiej i ma więcej właściwości przeciwstarzeniowych. Kompleks nawadniający z trehalozą, mocznikiem i NMF w nanodyskach przytrzymuje wodę w naskórku i głęboko nasyca skórę wilgocią. W efekcie końcowym cera jest jędrna, gładka i widocznie bardziej świeża.
Składniki aktywne maski: NANODYSKITM z czynnikiem nawilżającym PCA, różowe kulki z laktozą, papaina, mocznik, trehaloza, NMF (naturalny czynnik nawilżający), D-panthenol.


Maska ma konsystencję żelowa z zatopionymi w niej różowymi kuleczkami, które podczas rozcierania maski pękają i stopniowo uwalniają składniki aktywne.
Maskę należy aplikować 2-3 razy w tygodniu na skórę twarzy omijając okolice oczu. Należy ją wmasować w skórę i od momentu kiedy pękną wszystkie kuleczki pozostawić na twarzy a 20-30 minut. Czynność zmywania pozostaje ta sama jak w przypadku pozostałych masek, czyli używamy tylko dłoni i bieżącej wody. Maseczkę możemy również zastosować na noc i zmyć dopiero rano.
Opakowanie 35 ml kosztuje 79 zł, a maski w saszetkach 6 ml – 12,90 zł.

Jak już pewnie domyślacie się moimi ulubienicami są No 2 Zachwycająca Gładkość i No 3 Młodzieńczy Blask tylko dlatego, że teraz zimą mam spore problemy z nawilżeniem cery, a te dwie siostry zawierają najwięcej składników aktywnych i głęboko nawilżających cerę. Maska No 1 Magiczny Kompres świetnie sprawdziła się w sezonie świąteczno-sylwestrowym, kiedy to podczas wizyt należało wyglądać nienagannie i nie było zbyt dużo czasu i okazji do poprawiania makijażu. Jestem również przekonana, że jak nastanie sezon wiosenny również będzie mi dzielnie pomagała przygotować cerę do makijażu.
Bardzo się polubiłam z marką Yonelle, a krem regenerujący Biofusion z witaminą C (recenzja) zrobił na mnie i na mojej cerze niesamowite wrażenie zarówno pod względem pielęgnacyjnym jak i rozjaśniającym przebarwienia.
Świetnym pomysłem jest wprowadzenie wersji saszetkowej masek, ponieważ można sobie tańszym kosztem wypróbować, która z masek będzie najlepsza alternatywą dla naszej cery i wtedy spokojnie możemy zainwestować w wersję pełnowymiarową produktu. A jest to inwestycja, za którą nasza cera będzie dozgonnie wdzięczna.
Kolejny raz jestem zachwycona opakowaniem i dopieszczeniem szczegółów, bo pomimo, iż maski są w kartonikach, każda z nich znajduje się jeszcze w tym ślicznym woreczku z logo marki Yonelle, który widzicie na zdjęciach.

Pełne składy masek:
 No 1 Magiczny Kompres
No 2 Zachwycająca Gładkość






No 3 Młodzieńczy Blask






Która z Masek Nanodyskowych najbardziej Wam się spodobała?


21 stycznia 2016

Estee Lauder Pure Color Gloss – 31 Wild Lilac


Błyszczyki marki Estee Lauder są jednymi z moich wielkich ulubieńców.
Seria Pure Color Gloss występuje w trzech wyjątkowych, wielowymiarowych, luksusowych formułach wykończenia: satynowej, perłowej oraz iskrzącej. 


Dzięki zastosowanej technologii True Vision™ przemienia zwykły kolor w coś wyjątkowego i fantastycznie rozświetla twarz.
Jak na błyszczyk, kosmetyk Estee Lauder daje dosyć długotrwały efekt, bez uczucia sklejenia się warg.


Dzięki lekkiej formule w komfortowy sposób leży na ustach nadając im soczysty wygląd.
Składniki odżywcze i nawilżające jak witaminy C i E pielęgnują skórę ust. 

 
Aplikator z elastyczną końcówką dociera do każdego zaokrąglenia ust.
Precyzyjnie rozprowadza produkt i wypełnia usta kolorem.
Szeroki wachlarz kolorów o trwałym połysku da długotrwały efekt, pozwala wybrać odpowiedni kolor i zaspokoi gusta wszystkich klientek.



Wykończenie jakie uzyskujemy nadaje twarzy natychmiastowy efekt świetlistości. Makijaż zdecydowanie zyskuje na przejrzystości.
Błyszczyk precyzyjnie wygładza usta, sprawiając efekt ich wizualnego powiększenia, gdyż odbija on światło.



Marka Estee Lauder zawsze kojarzy mi się z kosmetykami luksusowymi. Teraz i ja mam w swojej kosmetyczce odrobinę luksusu. Błyszczyk Pure Color Gloss przepięknie rozświetla twarz, nadając takiej młodzieńczej iskry. Pigmentacja tej serii, którą ja mam nie da efektu dużego krycia. Jest to raczej delikatny poziom do średniego. Usta wyglądają po prostu fantastycznie. Również trwałość jest dosyć dobra jak na ten rodzaj kosmetyku. Dzięki dosyć gęstej formule, czego absolutnie nie czuć na skórze, wytrzymuje długie rozmowy i kilka godzin pracy. 

 
Nie jest to mój pierwszy pierwszy błyszczyk Estee Lauder i na pewno nie ostatni.
Lubię i bardzo polecam, bo jest to fajny kosmetyk do użytku własnego czy też na prezent dla bliskiej nam osoby.

P.S. Zapomniałam Wam dopisać, że błyszczyk ma cudny cukierkowo-owocowy zapach, który subtelnie towarzyszy nam kilka minut po aplikacji, a następnie zanika.

 



19 stycznia 2016

Essie Demure Vix


Chciałabym dzisiaj przedstawić Wam kolejny lakier marki Essie, który zawsze wybieram wtedy, kiedy trudno mi zdecydować się na jakiś kolor.
Bohaterem dzisiejszego posta Demure Vix - niespotykany odcień, który raczej chyba nie należy do najpopularniejszych produktów marki Essie.


Ja posiadam lakier w wersji europejskiej z szerokim pędzelkiem.


Kolor lakieru to odrobinę ciemniejszy, cielisty beż z fioletowo-wrzosową opalizacją. Widoczna jest ona dopiero w ostrym świetle jarzeniowym lub słonecznym. 


Lakier jest kryjący. Dwie warstwy dają pełne krycie, chociaż przy krótkich paznokciach spokojnie można sobie poradzić z jedną. Ten kolor daje natychmiast piękny połysk i efekt zadbanych, eleganckich paznokci. 

 


Standardowo ma on pojemność 13,5 ml. W środku posiada dwie metalowe kulki, które doskonale rozbijają produkt i zapobiegają jego zbrylaniu czy rozwarstwianiu się lakieru. Kolejną zaletą tej marki jest fakt, że pomimo użytkowania lakier nie gęstnieje.
Trwałość manicure jest całkiem przyzwoita około 5 dni.
Lakiery tej marki możemy zakupić w drogeriach sieciowych za około 34 zł. Warto również polować na promocje typu dwie sztuki w cenie jednej.


Jest to mój kolejny ulubieniec, w kategorii „nude”.

Skład: Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Nitrocellulose, propyl acetate, Tosylamide/Formaldehyde Resin, Isopropyl Alcohol, Acetyl Tributyl Citrate, Tripheneyl Phosphate, Trimethyl Pentanyl Diisobutyrate, Ethyl Tosylamide, Steralkonium Bentonite, Styrene/Acrylate Copolymer, Diacetone Alcohol, Camphor, Polyvinyl Butyral, Stearalkonium Hectorite, Benzophenone 1, Citric Acid, Dimethicone, Silica, Trimethylsiloxysilicate. May Contain: CI 47005:1 (D&C Yellow #10), CI 47000 (D&C Yellow #11), CI 77163 (Bismuth Oxychloride), Mica CAS 12001-26-2, CI 19140 (Yellow 5 Lake), Polyethylene Terephthalate, CI 15850:1 (Red 7 Lake), CI 15850 (Red 6 Lake), CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 15880 (Red 34 Lake), CI 77491 (Red Iron), CI 77499 (Black Iron), CI 77510 (Ferric Ammonium Ferrocycyanide), CI 75170 (Guanine), CI 42090 (Blue 1 Lake), CI 60725 (Violet 2), CI 17200 (Red 33), CI 77000 (Aluminum Powder), CI 73360 (Red 30), CI 26100 (Red 17), CI 42053 (Green 3), CI 77288 (Chromium Oxide Green), CI 77007 (Ultramarines), CI 77266 (Black 2), CI 45380 (D&C Red 21), CI 45410 (D&C Red 28), Polyester-3 (D&C Colorant)




16 stycznia 2016

Lancôme Rénergie Multi-Lift - Lifting Firming Anti - Wrinkle Cream SPF 15



Lancôme Rénergie to seria produktów, które już od ponad 20 lat pomagają kobietom, na całym świecie walczyć ze zmarszczkami i utratą jędrności skóry. Dzięki zaawansowanym odkryciom naukowym Lancôme cały czas pomaga przesuwać granicę wieku piękna.


Rénergie Multi-Lift jest to całkiem nowy wymiar pielęgnacji liftingującej i przeciwdziałającej oznakom starzenia. W jej wyniku uzyskujemy gładką, jędrną skórę, u której znacznie poprawia się również poziom napięcia i podkreślenie konturów twarzy. 

 
Lancôme Rénergie Multi-Lift - Lifting Firming Anti - Wrinkle Cream – to ujędrniająco - liftingujący i przeciwzmarszczkowy krem na dzień przeznaczony dla wszystkich rodzajów cery. Dzięki opracowaniu przez laboratoria Lancôme specjalnej formuły Multi Tension Komplex - składniki pielęgnacyjne docierają do wszystkich warstw skóry, zapewniając wielowymiarowy lifting twarzy i wzmacniają siatkę proteinową skóry.


Redukcja zmarszczek – poprawa jędrności i konturu jest widoczna już po tygodniu używania kremu. Po 4 tygodniach wszystkie rejony twarzy są już zdecydowanie bardziej ujędrnione i skóra odzyskuje świeży i młodzieńczy wygląd.
Krem został przebadany pod kontrolą dermatologiczną. Jest niekomodogenny oraz nie wywołuje powstawania niedoskonałości skóry.

SKŁAD:
Aqua/Water, Dimethicone, Octocrylene, Ethylhexyl Salicylate, Glycerin, Hydrogenated Polyisobutene, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Cera Alba/Beeswax, Poly C10-30 Alkyl Acrylate, CI 14700/Red 4, CI 19140/Yellow 5, Sucrose Stearate, Saccharomyces/Xylinum/Black Tea Ferment, Sodium Polyacrylate, Hydrolyzed Linseed Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Stearic Acid, Phenoxyethanol, Adenosine, Acetyl Tetrapeptide-9, PEG-100 Stearate, Palmitic Acid, Silica, Chlorphenesin, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethiconol, Limonene, Benzyl Alcohol, Linalool, Caprylyl Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Geraniol, Disodium Stearoyl Glutamate, Disodium EDTA, Citronellol, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Coumarin, Glyceryl Stearate,Perfum.


KONSYSTENCJA:
Jedwabista , ale zarazem bogata konsystencja kremu łatwo wsmarowuje się w skórę, wchłaniając po chwili. Może nie całkowicie, ale nie pozostawia na skórze żadnego tłustego filmu.


Makijaż utrzymuje się cały dzień bez uczucia przesuszenia twarzy. Po każdej aplikacji można poczuć bardziej jędrną, miękką w dotyku skórę.
Delikatny zapach umila każdą aplikacje kremu.

SPOSÓB UŻYCIA:
Krem należy wmasować delikatnie w skórę, opuszkami palców wykonując automasaż twarzy. Nakładaj krem Rénergie Multi-Lift codziennie rano na oczyszczoną skórę. Aplikuj zaczynając od brody i kierując się płynnymi ruchami ku górze - tak, by dłonie tworzyły kształt przypominający literę 'V'. Następnie wmasuj w kontur twarzy.


Moja skóra cierpi..... sezon zimowy czyli ogrzewanie i zmienna pogoda, dają w tym roku straszne objawy. Czasami mam wrażenie, że uciekła z niej cała woda. W życiu nie sądziłam, że będę tęsknić za czasami kiedy nadmiar sebum doprowadzał mnie do rozpaczy.
Walczę.....piję dużo wody, stosuję maseczki nawilżające, nakładam na twarz na noc czasami po 3 warstwy kremu i tak na niewiele się to zdaje, aczkolwiek delikatnie pomaga walczyć z problemem.
Krem Rénergie Multi-Lift - Lifting Firming Anti - Wrinkle jest moim ogromnym wybawieniem, który przynosi ukojenie za dnia. Jego bogata konsystencja odżywia i nawilża skórę, świetnie również współgra z makijażem. Mam wrażenie jak bym aplikowała bazę wygładzającą, a nie krem odżywczy.
Krem używam już ponad 1,5 miesiąca. Miniatura, którą widzicie na zdjęciach i kilka próbek utwierdziły mnie w przekonaniu, że na przyszły rok, na zimę wrócę do tego kosmetyku, ponieważ świetnie się on sprawuje i jest niesamowicie wydajny. Niestety bogata konsystencja nie sprawdzała się u mnie w sezonie wiosenno-letnim. Ale może posiadaczkom cer suchych by się spodobała.
Moja cera stała się bardziej gładka i tak jakby wypełniona od środka. Jest odżywiona i zregenerowana, co bardzo mnie cieszy.
Filtr SPF 15 jest również wspaniałym dodatkiem i ochroną przed słoneczkiem, na które nawet zimą należy uważać.
Zawsze chwalę pielęgnacje Lancôme do skóry pod oczami, ale tym razem jestem zauroczona tym kremem, który w trudnych dla mnie chwilach pomaga mi ratować cerę.
Z tej serii znajdziemy w perfumeriach również krem na noc, jak i krem pod oczy – który również zamierzam wypróbować. Są to kosmetyki, które pokocha sucha, odwodniona i dojrzała cera.


Wykorzystane źródła: www.lancome-usa.com, www.lancome.pl


15 stycznia 2016

Montibello TREAT NATURTECH Discipline Shape - Szampon do włosów kręconych i puszących się


Pierwszy kosmetyk marki Montibello, który Wam opisywałam to była odżywka Smart 12w1 (recenzja). Ponieważ ten kosmetyk bardzo mi się spodobał, a w międzyczasie nadarzyła się okazja do wypróbowania innych produktów tej marki postanowiłam przetestować szampon jako pierwszy krok pielęgnacji.


Po konsultacjach z panią Martą ze sklepu sklepfryz.pl wybór padł na szampon TREAT NATURTECH Discipline Shape do włosów kręconych i puszących się. Ponieważ moje włosy są o średniej porowatości i jeśli tylko jest odrobina wilgoci w powietrzu – strasznie się puszą, byłam ciekawa czy zaproponowane kosmetyki poradzą sobie z okiełznaniem mojej fryzury.


Szampon przeznaczony jest do włosów, które charakteryzują się niewielką odpornością na wilgoć, na których fryzury nie utrzymują się zbyt długo, są niesforne i napuszone. Wchodzi w skład serii Discipline Shape, która ma sobie radzić z tym problemem.

Kosmetyki z linia Discipline Shape zawierą w składzie:
*Fitosterole z oleju z Baobabu – wzmocnienie bariery lipidowej
*Olej z owocu Baobabu – struktura podobna do struktury sebum
*Mediatory – Zapobiega uszkodzeniom na skutek działania wysokiej temperatury i czynników środowiskowych
*Nuty Zapachowe – Egzotyczne, świeże i owocowe

SKŁAD:

SPOSÓB UŻYCIA:
Niewielką ilość szamponu wylej na dłoń, nałóż na wilgotne włosy, delikatnie wmasuj, pozostaw na 2-5minut. Następnie dokładnie spłucz.
W razie potrzeby, powtórz czynność.
OPAKOWANIE:
Plastikowa butelka o pojemności 300 ml. Posiada ona wygodny zatrzask typu klick, który bez problemu dozuje odpowiednią ilość szamponu. I bardzo solidnie zamyka butelkę.


Muszę przyznać, że moje włosy bardzo polubiły ten kosmetyk. Szampon ma bardzo przyjemny owocowo-cytrusowy zapach. Gęsta konsystencja wpływa pozytywnie na jego wydajność.


Po roztarciu na mokrych włosach, tworzy ona obfitą, mięsistą pianę. Bardzo dobrze wymywa z włosów produkty do ich stylizacji.
Jest jeszcze coś, co bardzo mi się podoba w tej konsystencji. Podczas mycia włosów mam wrażenie, że śliska konsystencja okrywa włosy, zamykając łuskę i sprawia, że po ich wysuszenie są piękne i wygładzone.
Jestem mile zaskoczona. Zresztą jest to kolejny produkt marki Montibello, który mam okazję używać, a okazuje się, że jest on doskonały i ma szansę stać się ulubieńcem na dłużej.
Do zakupu polecam sklepfryz.pl (link) W cenie 39 zł kupimy kosmetyk doskonałej jakości, który zachwyci pewnie niejedną osobę.




14 stycznia 2016

Sephora – Let it snow – aksamitny balsam do ciała


Jakiś czas temu przy okazji recenzji (TUTAJ) ujędrniającego kremo/żelu do ciała napisałam Wam jak bardzo niedoceniana jest linia pielęgnacyjna marki Sephora. 


Dzisiaj chciałam Wam pokazać kolejny kosmetyk do ciała, wart uwagi, tym bardziej, że pochodzi on z kolekcji świątecznej i niedługo zniknie z półek.


Aksamitny balsam do ciała Let it snow jest kosmetykiem o niespotykanie jedwabistej, lekkiej i delikatnej formule, opracowanej w taki sposób, aby zimą zapewniać nam maksymalny komfort użytkowania. 
SKŁAD:


Troskliwie dba o naszą skórę otulając ją leciutką jak chmurka powłoką.
Kosmetyk zapewnia skórze intensywne nawilżenie i odżywienie, poprawiając natychmiast jej komfort. 

 
Pachnie delikatnie, kwiatowo, przy czym ten zapach nie jest ani męczący ani zbyt mdły.

OPAKOWANIE:
Plastikowy, zakręcany słój o pojemności 250 ml.
Po odkręceniu wieka trafiamy na srebrną plombę, tak więc mamy gwarancję, że produkt nie był wczesniej otwierany. 


Balsam zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Jego niesamowicie lekka, piankowa wręcz konsystencja, wchłania się w skórę prawie natychmiast nie pozostawiając uczucia lepkości czy tłustości. Skóra po aplikacji jest sprężysta i dobrze nawilżona. Delikatny kwiatowy zapach bardzo umila samą czynność wmasowywania produktu w ciało i jeszcze przez wiele godzin subtelnie przypomina o swojej obecności. 

Duże opakowania bardzo ładnie prezentuje się w łazience. A motyw bałwanka rozczuli chyba każde serce.
Sephora bardzo proszę o więcej takich perełek!
Poszczególne kosmetyki z tej serii znajdziecie jeszcze na wyprzedaży w Perfumeriach Sephora.