18 czerwca 2016

Kosmetyki, które ostatnio zużyłam – maj i czerwiec


Jak zwykle nadszedł ten czas kiedy z opakowania nie da się już nic wydusić. Trzeba pożegnać ulubieńców lub zacząć rozkoszować się nowymi kosmetykami, które wzbudziły zachwyt podczas testowania.
Tradycyjnie przypominam, że jeżeli recenzja już się ukazała na blogu zostanie ona podlinkowana w nazwie kosmetyku.


Taft Keratin Mousse – moja ulubiona pianka do modelowania włosów. Jest już ze mną kilka lat i jak na razie nie zamierzam jej zmieniać.
Kemon AND Vamp 44 Spray – genialny lakier do włosów, który świetnie utrwalał fryzurę, nie sklejał włosów i bardzo łatwo się wyczesywał. Ten olbrzym był ze mną od grudnia zeszłego roku. Tak więc pomimo wysokiej ceny zakup opłaca się.
Balea Handcreme – krem do rąk, który mam wrażenie, że tylko ładnie pachniał, bo z nawilżaniem skóry to miał lekkie problemy.
Vintage Collection – dostałam miniaturę tego malucha i muszę stwierdzić, że jest wart ponownego zakupu, muszę tylko poszukać gdzie można go nabyć.


Isana Wiosenne Mydło – obłędny rabarbar, który miałoby się ochotę wypić, a nie myć nim ręce. Korzystajcie z okazji, bo jest to edycja limitowana, z tego co się orientuję.
Vichy Anti-perspirant – muszę poszukać jakiejś okazji, bo jestem ogromnie ciekawa jak będzie się sprawdzał podczas nadchodzących upałów.
Ziaja Bloker – wieloletni ulubieniec, który nigdy mnie nie zawiódł. Nie powoduje podrażnień skóry i jest niesamowicie wydajny.
Sephora Let it snow – balsam do ciała z grudniowej edycji świątecznej. Świetny, skuteczny i przepięknie pachniał. Będę tęsknić.


Inglot zmywacz do paznokci – świetny kosmetyk, na bazie olejków, który domywa najbardziej wredne brokaty i nie przesusza ani skórek ani paznokci.
Isana Professional – zmywacz do paznokci bardzo dobrej jakości, aczkolwiek do Inglota wiele mu jeszcze brakuje.


Garnier Płyn Micelarny – kolejna butla drogocennej wody. Jestem od niego uzależniona.
Yonelle Repair 3C Eye Cream – kosmetyk dobry i skuteczny, ale w tej cenie mam jednak zastrzeżenia do konsystencji. Opakowanie starczyło na 2,5 miesiąca użytkowania dwa razy dziennie.
Mary Kay Timewise Microdermabrasion– nie skłamię jeśli powiem, że był to najlepszy peeling jakiego miałam okazję do tej pory używać. Cena wysoka, ale tuba starczyła na ponad rok użytkowania. Skuteczny, ostry i wydajny – przepięknie doczyszczał cerę.
Estee Lauder Sumpuous Extreme – miniatura tuszu. Kiedyś kochałam tusze tej marki, ale przestały mnie zachwycać.
ProVoke Loose Powder – puder sypki. Działał, matował cerę i utrwalał makijaż na wiele godzin. Niestety szukam dalej.


Tradycyjnie sterta próbek. Której końca nie widać :-) Też tak macie?


Kosmetyki, które mnie zachwyciły:
Yoskine Junsei Anti-age – krem na dzień i na noc wygładzający i optycznie maskujący zmarszczki.
Yoskine Maryoku Excellence – krem na dzień odżywiający i ujędrniający skórę. Gdyby jeszcze miał bardziej przyzwoity filtr byłby ulubieńcem o tej porze roku.
Clinique Even Better – podkład, z którym mam relację love/hate. Raz odpowiada mojej cerze, a następnym razem nie może się z nią zupełnie dogadać. Kolor 05 Neutral ładnie stapiał się ze skórą i maskował przebarwienia. Zastanawiam się nad zakupem, ale jeśli mam wydać tyle pieniędzy wolałabym żeby moja buzia bardziej się lubiła z kosmetykiem tego typu.
Koniec.

A jak Wam zużycia poszły?