30 stycznia 2015

Mizon Deep Sea Marine Collagen Ampule

Jakiś czas temu miałam przygodę z azjatyckimi kosmetykami. Część z nich znakomicie się sprawdziła, tak więc chciałabym Wam kilka produktów przedstawić, bo są godne uwagi.

Na pierwszy ogień idzie serum kolagenowe marki Mizon, pełna jego nazwa brzmi Deep Sea Marine Collagen Ampule. Zamknięte jest w szklanej buteleczce o pojemności 30 ml. Jako dozownik posiada pipetę, która gwarantuje nam higieniczne użytkowanie produktu.


Kluczowe składniki serum:
  • morski kolagen i algi - mają za zadanie głęboko nawilżać naszą skórę, działać przeciw starzeniowo i poprawiać elastyczność naszej skóry,
  • czysta woda z dna oceanu,
  • pantenol i gliceryna zatrzymują wilgoć w skórze i polepsza jej ogólną kondycję,
  • sok z bambusa, który dodatkowo nawilża i odżywia skórę.

Formuła przeciwzmarszczkowa pomaga ujędrnić i poprawić drobne problemy z pierwszymi zmarszczkami.
Zawiera kolagen morski – roztwór 72%
Nie zawiera parabenów ani środków barwiących. Nadaje się dla cer przesuszonych i wrażliwych.
Jak wiadomo kolagen jest głównym składnikiem ścięgien i zapobiega utracie elastyczności skóry. Jego ubytek powoduje powstawanie zmarszczek i starzenie się skóry, dlatego też kolagen jest powszechnie stosowany w kosmetykach, a zwłaszcza kremach walczących z problemem powstawania zmarszczek. Kolagen morski pozyskiwany ze skór ryb, wpływa na efektywne wygładzenie zmarszczek, poprawę sprężystości i elastyczności skóry , zwiększa jej jędrność i stopień nawilżenia.


Dzięki lekkiej konsystencji - rzadkiej , żelowej – wchłania się w skórę bardzo szybko. Zalecana ilość to ok 2-3 krople wklepane w skórę do całkowitego wchłonięcia, po dokładnym jej oczyszczeniu i ztonizowaniu. Oczywiście na wierzch dajemy jeszcze nasz krem pielęgnacyjny :-)

Serum można stosować na kilka sposobów:
  • jak opisany wyżej,
  • jako ampułkę pod maski płachtowe, żelowe czy też maski nocne,
  • kropla zmieszana z bb kremem lub podkładem poprawia nawilżenie skóry po nałożeniu makijażu,
Moja opinia: uwielbiam takie wielofunkcyjne kosmetyki. Dzięki używaniu jednego produktu wiem ,że moja cera dostaje to co najlepsze.Serum zapobiega utracie nawilżenia, działa przeciwstarzeniowo, poprawia elastyczność oraz chroni moją skórę. Czego chcieć więcej. Delikatna formuła szybciutko się wchłania nie pozostawiając uczucia lepkości na twarzy. Nie powoduje nadmiernej produkcji sebum. Zauważyłam również, że makijaż lepiej się utrzymuje na twarzy.
Skład:


Kupiłam je w ciemno, ale był to zakup z tak zwanych strzałów w 10-tkę. Na pewno pozostanie ze mną na dłużej. Można je zakupić na Ebay lub jeśli ma się dostęp to na Gmarket. Cena w zależności od promocji waha się około 40 zł co za kosmetyk o tym działaniu i wydajności to bardzo niewiele.
Serum otrzymuje 5/5. Mój ogromny ulubieniec.

Macie może jakieś azjatyckie perełki kosmetyczne?



26 stycznia 2015

Rozgrzewające curry z kurczaka

Za oknami zima. Temperatura też nie jest zbyt zachęcająca. W takie dni najlepiej jest poprawić sobie humor czymś smacznym , aromatycznym i rozgrzewającym.

Moja dzisiejsza propozycja to przepyszne curry z drobiu. Jest to moja dosyć luźna interpretacja tego niesamowicie popularnego dania, które doskonale pokrzepi nasze kubki smakowe.

Podane ilości wystarczą swobodnie na 5-6 porcji:

Do przygotowania potrzebujemy:

  • 3 piersi kurczaka pokrojone w kostkę,
  • 2 cebulki pokrojone w grubą kostkę,
  • 2-3 ząbki czosnku pokrojone w plasterki,
  • kawałek pokrojonej papryczki chili ( w zależności od upodobań – większy lub mniejszy),
  • 2 pokrojone marchewki,
  • 4 łodygi selera naciowego
  • groszek mrożony,
  • puszka mleka kokosowego,
  • kostka rosołowa- drobiowa rozpuszczona w szklance wody,
  • przyprawa curry,
  • zielona pietruszka świeża lub suszona,
  • pieprz do smaku.


Na patelnie wylewamy oliwę, olej kokosowy lub masło klarowane (kto co lubi) i wrzucamy około 2 łyżeczki przyprawy curry, przez chwilkę podsmażamy, żeby uwolnić aromat. Następnie dodajemy cebulkę, papryczkę chili i delikatnie solimy. Po ok 2-3 minutach dodajemy czosnek, mieszamy i dodajemy pokrojonego kurczaka. Staramy się wymieszać do jak najlepiej z przesmażonymi wcześniej cebulką i przyprawami. Dodajemy pokrojone warzywa, zalewamy bulionem i dusimy ok 10 minut - żeby warzywa się podgotowały, ale jednocześnie zachowały swoją chrupkość. Po tym czasie dodajemy mleko kokosowe, zieloną pietruszkę i groszek zielony. Podgrzewamy dosłownie 3-5 minut, żeby groszek nam się ugotował. Jeśli jest taka potrzeba dodajemy sól, pieprz do smaku.
Gotowe danie podajemy z ryżem białym lub brązowym. 

 

Nasz żołądek jest pocieszony zimową porą, kubki smakowe szaleją , a w domu pachnie tak , że żadna świeca Yankee Candle temu nie podoła :-)



Smacznego :-)



P.S. Macie może jakiś pomysł czym zastąpić kostki rosołowe w daniach? Jest to szybka alternatywa na dodanie smaku potrawie, ale chciałabym ją stopniowo zacząć eliminować ze swojej kuchni. A gotować bulionów mi się nie chce :-P

23 stycznia 2015

Cichy bohater - Konturówka do ust marki Essence

Długo szukałam odpowiedniego produktu do ust, w modnym oststnio kolorze My lips but better (czyli potocznie ulepszony kolor moich ust).
Oglądałam wiele pomadek w perfumeriach, ale żadna nie zachwyciła mnie na tyle, żeby ją kupić. Podczas którejś z wyprzedaży w połowie listopada (zeszłego roku), wpadła mi w oko szafa marki Essence, a zwłaszcza nowa szata graficzna niektórych kosmetyków. Jak tylko zobaczyłam kredki od razu wiedziałam ,że sama do domu nie wrócę. Mój wybór padł na kolor 06 Satin Mauve.


Powiem tak.....oprócz pomadki Mac w odcieniu Syrup , w życiu nie miałam bardziej idealnego koloru na ustach.


Konturówka jest kremowa, mięciutka, ale nie łamie się podczas strugania. Można nią idealnie obrysować kontur i wypełnić usta. Po uprzednim ich nawilżeniu....oczywiście :-)
Wygląda świetnie zaaplikowana w ten sposób lub nałożona na suche usta i przykryta dowolnym błyszczykiem.
Super podkreśla naturalny kolor i jest przy tym wyjątkowo praktyczna gdyż nie rozmazuje się i wyjątkowo długo utrzymuje się na ustach.


Jej zawrotna cena to całe 4,99 zł. I jest dostępna w ośmiu kolorach. A kupić ją możemy w większości popularnych drogerii.

Skład: ETHYLHEXYL PALMITATE, CERA MICROCRISTALLINA (MICROCRYSTALLINE WAX), OLUS (VEGETABLE) OIL, CANDELILLA (EUPHORBIA CERIFERA) WAX, CARNAUBA (COPERNICIA CERIFERA) WAX, PTFE, MICA, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, HYDROGENATED VEGETABLE OIL, TOCOPHEROL, LECITHIN, ASCORBYL PALMITATE, STEARALKONIUM HECTORITE, PROPYLENE CARBONATE, GLYCERYL STEARATE, GLYCERYL OLEATE, CITRIC ACID, CI 15850 (RED 7 LAKE), CI 77491, CI 77499 (IRON OXIDES), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).

Polecam z całego serca, nawet choćby tylko wypróbowanie kolorów. Produkt idealny u mnie sprawdza się wyśmienicie.

Konturówka otrzymuje 5/5!!!

19 stycznia 2015

Moja kuracja Effaclar Duo+

Moje problemy z cerą zaczęły się niespodziewanie. W połowie lipca zeszłego roku nastąpił niekontrolowany wysyp w okolicach żuchwy, na szyi, skroniach i na czole. Powtarzało się to kilka razy z rzędu przez kolejne miesiące.
Jedyny produkt, który przyniósł chwilową poprawę to był krem z Ziaji z kwasem migdałowym, o którym pisałam Wam (tutaj).
U dermatologa też nie znalazłam pomocy i dobry los chciał, że trafiłam na ankietę marki La Roche Posay, którą wypełniła i odesłałam wraz z załączonymi zdjęciami.
Jakież było moje zadowolenie, kiedy po niedługim czasie okazało się, że zakwalifikowałam się do testów.
Dostałam pełną tubę nowego, ulepszonego, sławnego Effaclar Duo tym razem „+”.



Tuba 40 ml lekkiego lotionu starczyła na ponad miesiąc czasu użytkowania jeden raz dziennie na całą twarz. 
 


Główne składniki niacynamid i pirokton olaminy, pomagają oczyścić skórę i chronić przed powstawaniem nowych zmian trądzikowych.Natomiast połączenie LHA (Lipohydroksykwasu) z kwasem Linolowym, odblokowuje pory i eliminuje martwe komórki odpowiedzialne za ich zatykanie i powstawanie zaskórników.
Uzupełnieniem składników aktywnych jest woda termalna z La Roch e- Posay o właściwościach kojących i zmniejszających podrażnienia.
Natomiast Ceramid Procread działa przeciw podrażnieniom aby zwalczać powstawanie przebarwień potrądzikowych, odbudowuje powierzchnię skóry, zmniejsza blizny cera odzyskuje jednolity kolor.

Cała kuracja polegała na tym , że od momentu zaczęcia tuby były określone dni w których trzeba było przesłać raport ze swoimi przemyśleniami wraz ze zdjęciami cery.
Przedstawoę Wam zatem jak postępy wyglądały u mnie wraz z moimi spostrzeżeniami:

Dzień 5 - wszystkie zmiany ropne , które zaczęły atakować moją buzię, przyschły, a to co miało wyrzucić na zewnątrz posmarowane dodatkową warstwą preparatu na noc po prostu nie rozwinęło się bardziej. Jedynym moim zastrzeżeniem na tą chwilę jest znaczne przesuszenie twarzy. Po odczekaniu około pół godziny po zaaplikowaniu Effaclar Duo+ nanoszę dodatkową warstwę kremu nawilżającego.


Dzień 8 - zmiany na buzi ładnie poprzysychały, co widać na załączonym zdjęciu. Gdyby nie to że jeszcze mam na twarzy plamy przebarwieniowe (pozostałości po słońcu) byłabym bardzo zadowolona ze stanu mojej cery. Co prawda pojawiły się trzy nowe niespodzianki, ale jest to bardziej związane ze zmianami hormonalnymi przed okresem więc nie rozpaczam. Jedynym minusem całej kuracji jest znaczne przesuszenie cery, do tego stopnia , że w ciągu dnia pojawiają się na twarzy suche skórki.


Dzień 15 - zmiany, które pojawiły się wcześniej na twarzy są wysuszone i zagojone. Wszystkie następne,które planują wyjść na zewnątrz dziwnym trafem szybciutko znikają, tak że na twarzy pozostaje tylko zaczerwienienie. Mam również wrażenie, że w okolicy żuchwy grudki podskórne również się oczyściły tak samo jak i zaskórniki na policzkach i w okolicach nosa. Nie uległy oczyszczeniu w 100%-ach, ale efekt jest zadowalający. Ustąpiło również odrobiną uciążliwe przesuszenie skóry. Cera jest napięta, nawet makijaż lepiej się na niej utrzymuje.

Dzień 23 - wszystkie dotychczasowe zmiany na twarzy poprzysychały, w niektórych miejscach pozostały po nich czerwone plamki, które ładnie blakną. Nowe zmiany nie pojawiają się w ogóle. Zauważyłam również delikatne ustąpienie przesuszenia skóry twarzy. Natomiast to co mnie najbardziej zdziwiło to dodatkowy efekt oczyszczania się skóry. Mam wrażenie,że zaskórniki zostają dosłownie wypychane przez skórę od wewnątrz na zewnątrz. Buzia jest gładziutka. Do ideału brakuje tylko większego zwężenia porów. No ale widocznie nie można mieć wszystkiego na raz :-)


Moja przygoda trwała miesiąc. Niestety po odstawieniu Effaclar przesuszenie buzi wróciło ze zdwojoną siłą i nie mogę sobie chwilowo poradzić z nawilżeniem mojej cery. Odrobinkę produktu zostawiłam sobie na wszelki wypadek i jeśli coś się z buzią dzieje to zaraz wkraczam do akcji lub też w ramach profilaktyki stosuję go raz na jakiś czas na całą twarz.
Przygodę uważam za bardzo udaną. I jestem pewna , że jeśli cokolwiek zdarzy się z moją cerą, Effaclar Duo + będzie jedynym środkiem branym pod uwagę.
Polecam bardzo wszystkim , którzy borykają się z różnymi niespodziankami na twarzy. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że preparat powoduje przesuszenie więc najlepiej sprawdzi się w przypadku cer mieszanych i tłustych.
Cena preparatu jest uzależniona od apteki, której kupujemy produkt lub też obowiązującej promocji, jest to ok 55 zł.

Ocena końcowa 5/5!

P.S. Nie wrzucałam zdjęć sprzed kuracji, bo i tak na zdjęciu z dnia 8-go widać, że nie wyglądało to zbyt ciekawie.

16 stycznia 2015

OPI – Kermit me to Speak

Witajcie. Chciałam dzisiaj pokazać Wam jeden z ostatnich moich nabytków z zeszłego roku. Lakier marki OPI z serii Muppets Most Wanted Collection – Kermit me to Speak.

Lakier udało mi się dopaść na wyprzedaży w TkMaxx-ie tylko dlatego ,że pierwotnie był w komplecie z innym kolorem, ale jednej buteleczce ktoś pomógł uwolnić się wcześniej.



Kermit me to Speak -to typowy odcień duochrome, rewelacyjny kameleon! W zależności od ubrania czy kąta padania światła jest albo srebrno-fioletowy albo złoto-khaki. Panie często określają go mianem „benzynowy” :-)


W butelce znajduje się 15 ml produkty, który starczy chyba na wieki. Co fajniejsze , że lakiery OPI nawet po 2-3 latach nie gęstnieją (przynajmniej te kolory, które ja posiadam) także można produkt wykorzystać do samego końca.
Posiada całkiem przyzwoity pędzelek, którym szybko i bezproblemowo rozkłada się emalię na płytce paznokcia. 
 
U góry OPI pod spodem Essie


I w zależności o nasycenia koloru , jakie chcemy uzyskać można pomalować 2-3 warstwy. Lakier szybko wysycha, więc nie ma problemu, że jesteśmy uziemione na kilka godzin.
Pierwszy odprysk pojawił się dopiero po 7 dniach. Jakość po prostu znakomita.


Jedyna rzecz, z którą nie mogę się pogodzić ...to cena lakierów OPI w Polsce - 49 zł. Uważam , że jest mocno przesadzona i w sumie produkty na tym bardzo tracą, bo nie są zbyt popularne.
Lakiery są bardzo dobrej jakości. U mnie na paznokciach trzymają się 7-8 dni. Zmywam tylko dlatego , że pojawia się odrost.

Na pewno będę polować na inne promocje , bo ta marka sprawdza się u mnie wyśmienicie.

Moja ocena końcowa 5/5.

Znacie lakiery OPI? Macie jakichś ulubieńców?

12 stycznia 2015

Pędzlowa saga – Glambrush – trio do zadań specjalnych

Od zawsze marzyły mi się pędzelki kabuki marki Sigma F80, F82, F84. Niestety cały czas wypadało coś innego co odsuwało w czasie mój zakup.
Kiedy pewnego majowego dnia (2014r.) oglądając filmik Hani zapowiadający kolekcję nowych pędzli Glambrush zobaczyłam T2 – pędzel ,który skradł moje serce od samego początku. Jako jeden z pierwszych z kolekcji trafił w moje ręce.

Na zdjęciu od lewej : T2, T13, T10

Pędzel T2 – syntetyczny, idealny do nakładanie podkładów w płynie, w kremie, podkładów mineralnych, bronzerów i róży (w kremie, kamieniu i sypkich). Zastosowanie syntetycznego włosia oraz charakterystyczny lekko zaokrąglony kształt główki pędzla sprawia, że jest on typowym buffing brushem czyli pędzlem do rozcierania i wpracowywania produktu w skórę. Długość włosia: ok. 3cm średnica włosia: ok. 3,5cm
Moja opinia – jest to mój niekłamany faworyt. Podkład nałożony nim to jedno wielkie mistrzostwo świata. Szybko , bez smug, ewentualnie tam gdzie potrzeba, można produktu delikatnie dołożyć. Używałam go również do pudru, do bronzera, do aplikacji róży i przy każdej z tych czynności sprawdza się znakomicie.

Skoro sprawdził się tak dobrze stwierdziłam, że przydaliby mu się jacyś bracia i kiedy w drugiej połowie roku pojawiły się w sprzedaży nowe pędzelki, postanowiłam uzupełnić kolekcję o:

Na zdjęciu od lewej : T2, T13, T10

Pędzel T10 syntetyczny, idealny do nakładanie podkładów w płynie, w kremie, podkładów mineralnych, bronzerów i róży (w kremie,w kamieniu i sypkich). Idealnie nadaje się również do rozprowadzania korektora na większych partiach twarzy. Zastosowanie syntetycznego włosia oraz charakterystyczny lekko zaokrąglony, skośny kształt główki pędzla sprawia, że jest on typowym buffing brushem.Długość włosia: ok. 3cm z dłuższej strony, 2cm z krótszej Powierzchnia dotykająca twarzy jest w kształcie owalnym o wymiarach około 4,3cm x 3cm.
Moja opinia – pędzel dobrze sprawdza się przy aplikacji podkładów, różu czy też rozświetlacza. Ale najbardziej uwielbiam go do konturowania twarzy. Dozuje i rozciera odpowiednią ilość produktu, pozostawiając na twarzy miękki woal, którego nie uzyskałam jeszcze żadnym pędzlem w tak szybki i bezproblemowy sposób. Dwa lekkie pociągnięcia pędzla i mamy miękki kontur.

Na zdjęciu od lewej : T2, T13, T10

Pędzel T13 to syntetyczny pędzel idealny do nakładanie podkładów w płynie, w kremie, podkładów mineralnych oraz bronzerów i róży (w kremie,w kamieniu i sypkich). Zastosowanie syntetycznego włosia oraz charakterystyczny płaski kształt główki pędzla sprawia, że jest on typowym flat topem czyli pędzlem do wklepywania i rozcierania produktu na skórze. "Ostra" krawędź pędzla pozwala na idealne wpasowanie się włosia pod kości policzkowe. Długość włosia: ok. 2,5 cm, powierzchnia płaska pędzla: ok. 4 x 3 cm
Moja opinia – pędzel idealnie sprawdza się przy aplikacji podkładów, korektora lub pudru pod oczami, rozświetlacza na szczytach kości policzkowych. Ale najlepiej sprawdza się do ostrego konturowania policzków i konturowania nosa. Daje bardziej precyzyjną linię.

Wszystkie trzy pędzelki mają drewniane lakierowane białą, perłową farbą rączki i około 18 cm długości całkowitej. Włosie jest mięciutkie, bardzo szybko i prosto się je czyści. Szybko wysychają i pomimo stosowania przez kilka miesięcy nie zgubiły ani jednego włoska.
Ich wykonanie jest naprawdę bardzo solidne o czym może również świadczyć fakt, że napisy nie wycierają się pomimo wielokrotnego mycia, wycierania czy też kontaktu częstego z dłońmi.
Bardzo mi się podoba wizualny wygląd produktu, który otrzymujemy po zakupie. Pędzelki są przewiązane wstążką, co sprawia miłe wrażenie, bo widać ,że dla Hani liczy się każdy klient.


Wszystkie pędzelki można zakupić w sklepie Glam-shop.pl
Części opisów pochodzą również z w/w sklepu.
Pędzelki polecam z czystym sumieniem bo są tego warte.



9 stycznia 2015

Moje Oskary kosmetyczne roku 2014

Witajcie. Postanowiłam nie robić typowych ulubieńców roku , a po prostu podzielić ich według moich kategorii i osobistych preferencji :-)

W ramach prezentacji pokaże Wam kosmetyki i akcesoria, które wywarły na mnie największe, niezapomniane wrażenie w minionym roku. W podsumowaniu nie uwzględniłam zakupów z ostatnich tygodni grudnia, bo byłoby to nie fair w stosunku do innych produktów, które używałam kilka miesięcy.

No to dosyć biadolenia zaczynamy:



I. Role pierwszoplanowe:





  • płyn micelarny z Garniera – to najlepszy produkt do demakijażu na jaki w ostatnich latach trafiłam,
  • odżywka do włosów Smart Touch – produkt genialny ,opisany (tutaj)
  • pędzel Zoeva 102 Silk Finish- jeden z najlepszych akcesoriów do nakładania podkładu,
  • pędzel Glam Brush T2 – dumnie zajmuje drugie miejsce wśród pędzli roku 2014



II. Role drugoplanowe:






  • zestaw do mikrodermabrazji marki Mary Kay – solidny zdzierak, który niebawem opiszę,
  • filt SPF 50 Eisenberg – jaka szkoda ,że tak późno go odkryłam , opisany (tutaj)
  • glinka błękitna – kolejny hit, który przynosi ukojenie mojej skórze , recenzję znajdziecie (tutaj)
  • krem nawilżające Hydrogenic Dr Ireny Eris – kosmetyk, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył w minionym roku

    III.Efekty specjalne



  • Effaclar Duo + - nowy ulepszony, jeszcze bardziej skuteczny - recenzję mam już gotową będzie za kilka dni,
  • Ziaja krem mikrozłuszczający – kosmetyk bardzo dobry, działający , kosztujący grosze – czego chcieć więcej – no może tylko recenzji :-) (tutaj),
  • Mizon serum Marine Collagen – azjatycki ulubieniec, musi mieć swoje zaszczytne miejsce w tym gronie,
  • na zdjęciu zabrakło faworyta zeszłego roku - Mizon Ultra Suboon Cream (najlepszy nawilżacz ever :-)) Jak tylko będę miała okazję go ściągnąć to będzie bohaterem osobnego posta.



IV. Charakteryzacja:






  • podkład Star Diora – hit nad hity i nadal twierdzę, że czekałam na niego całe moje życie,
  • tusz In Extreme Dimention Mac – tego się nie da opisać ,to trzeba zobaczyć (tutaj),
  • pomadka kolagenowa Avon – kolejny kosmetyk wart uwagi , recenzja nadal w przygotowaniu,
  • pomadka Armani Sheer #11 - piękna, kremowa, pielęgnująca usta- pomadkowe mistrzostwo,
  • konturówka Essence – jej chyba najbardziej należy się miano cichego bohatera minionego roku,
  • M-Sphera – produkt, który ulepszy każdy puder, moje wrażenia do poczytania (tutaj)



Może nie są to imponujące kosmetyki, ale te , które najlepiej sprawdziły się u mnie. Mam nadzieję, że ten rok przyniesie gromadkę nowych ulubieńców, na których będzie można polegać w każdej sytuacji.

Czego i Wam z całego serca życzę w 2015 roku :-)

5 stycznia 2015

Postanowienia noworoczne - minimalizm kosmetyczny


Z definicją minimalizmu jako takiego spotkałam się w jednym z filmików Nissiax83 na Youtube, a potem na jej blogu. Chodzi mianowicie o to , żeby otaczać się rzeczami naprawdę potrzebnymi. Żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym, co za tym idzie, często robimy sobie rekompensatę za różne wydarzenia losowe w postaci dużej ilości nowych zakupów.

Jako osoba lubiąca kosmetyki, malowidła i wszystkie kolorowe rzeczy, które cieszą dusze i oko , z przerażeniem oglądam (właściwie już przestałam ) filmiki typu „Makeup graveyard”(w wolnym tłumaczeniu „kosmetyczne cmentarzysko”), w których autorki z uśmiechem na ustach pozbywają się kosmetyków, starych, przeterminowanych bądź tych, których nie używają od kilku lat.
Ja tak nie potrafię. Nie wyobrażam sobie również żeby wyrzucać jakiś produkt, który pochodził na przykład z kolekcji limitowanej i żeby go zdobyć trzeba było się nieźle nagimnastykować.

W moim życiu był taki czas kiedy rekompensowałam sobie wszystko (nadmiar pracy, brak urlopu, nerwy itp.) nowymi kosmetykami. W pewnym momencie przyszła chwila refleksji i postanowiłam część rzeczy wysprzedać. Tą część, która leżała w mojej szufladzie i nie była użytkowana przez ostatnie 12 miesięcy. A było tego dużo.....bardzo dużo. Udało mi się spełnić zamierzenie na popularnym portalu aukcyjnym. W ramach podsumowania powiem również , że w niemałe osłupienia wprowadziła mnie kwota jaką uzyskałam ze sprzedaży. Kupując pod wpływem emocji człowiek rzadko zdaje sobie z tego sprawę ile tak naprawdę wydaje.....teraz już wiem , że na rzeczy niepotrzebne.

Nie obchodzi mnie czy minimalizm jest modny, bo niejedna osoba może sobie pomyśleć, że ślepo podążam za nowościami.
Ja naprawdę jestem szczęśliwsza od kiedy pozbyłam się nadmiaru , który zagracał moje życie.
Mnie ta filozofia się bardzo podoba i zamierzam ją bardziej wprowadzić w życie w Nowym Roku 2015. A przynajmniej postaram się być jeszcze bardziej świadomym konsumentem i kupować rzeczy naprawdę potrzebne.. Będzie to rok zmian i dalszej pracy nad sobą – na lepsze oczywiście :-)

Z tego miejsca chciałabym bardzo Agnieszce podziękować – mam nadzieję, że może kiedyś to przeczytasz :-) Jesteś wielka i pomogłaś uporządkować część mojego życia!





A co Wy myślicie o minimalizmie? 

2 stycznia 2015

Yankee Candle Vanilla Lime

Kolejnym zapachem Yankee Candle jest Vanilla Lime, który tak naprawdę wyzwala we mnie mieszane uczucia. To jest typowy związek Love/Hate. Tak więc nie będę go w żaden sposób oceniać , napiszę tylko jakie są moje przemyślenia.

Sam zapach określany jest jako gładki i odświeżający. Kremowe bogactwo wanilii z dodatkiem cukru w kostkach i podkręcone odrobiną skórki z limonki.


Mnie sam zapach kojarzy się bardziej z herbatką z duża ilością wanilii oraz szczyptą otartej limonkowej skórki. Zapach jest piękny. Zresztą ja uwielbiam praktycznie wszystko co ma w sobie wanilię. 
 

Ale.......jest bardzo mocny. Bardzo długo utrzymuje się w pomieszczeniu i przy dłuższym paleniu staje się męczący i zaczyna powodować ból głowy.

Bardzo żałuję, że nie będziemy mogli zaprzyjaźnić się bliżej. Dobrze, że kupiłam sobie tylko wosk, który szybciutko wypalę.
Ogromna szkoda, bo zapach zapowiadał się rewelacyjnie :-(

Macie jakieś fajne ulubione zapachy z wanilią w roli głównej?