31 grudnia 2014

Eisenberg Creme De Jour SPF 50

Na samym początku chciałabym podziękować dwóm mega kusicielkom Czarnej Ines i Marti za zarażenie miłością do marki Eisenberg :-*
Krem, który chciałabym Wam dzisiaj przedstawić pochodzi z serii Pure White, która została stworzona dla cer z problemami przebarwień.



Wszystkie produkty z tej linii łączą w sobie również formułę Trio-Moléculaire®, która regeneruje, stymuluje i dotlenia skórę (Stanowi ona serce całej linii kosmetyków EISENBERG i pozwala intensywnie wzmocnić działanie składników aktywnych zastosowanych w produktach) oraz dwa kluczowe składniki aktywne; wyciąg z kwiatów stokrotki pospolitej i ustabilizowaną witaminę C. Połączenie tych składników zapewnia skuteczne działanie przeciwstarzeniowe i antyoksydacyjne, pozwala blokować proces hiperpigmentacji, zapobiega powstawaniu brązowych plam i ujednolica cerę, jednocześnie zabezpieczając skórę i zmniejszając przebarwienia pigmentacyjne. Dla każdego rodzaju skóry efekty są szybko widoczne i trwałe, bez pojawiania się podrażnień czy skutków ubocznych.


Produktem, który chciałam dzisiaj przedstawić jest krem na dzień z filtrem SPF 50 PA+++. Nie tylko pielęgnuje twarz, chroni przed promieniami UV ale dodatkowo nawilża i działa antyoksydacyjnie. Pozwala uzyskać jednolitą , rozpromienioną i doskonałą cerę.
Krem był przetestowany dermatologicznie, nie zawiera barwników, parabenów ani składników zapachowych.
Za opakowanie 50 ml zapłacimy w Perfumerii Sephora 409 zł.


W ramach podsumowania z mojej strony – jest to kosmetyk, który warto mieć. Doskonale spełnia swoje funkcje nawilżająco - ochronne. Żadne nowe przebarwienia nie pojawiły się na twarzy. Nawet wczesną jesienią pomimo stosowania kwasów i peelingów mechanicznych moja cera była doskonale chroniona przed promieniami UV. Podczas aplikacji można zauważyć lekkie bielenie, skóry, które znika zaraz po wchłonięciu się kremu.


Jedyny minusik to fakt, że krem niestety nie lubi się ze wszystkimi podkładami i niektóre nawet te bardzo dobre jakościowo, wyglądają jakby się lekko ważyły na twarzy. Ale przyznam szczerze, że działanie kremu w pełni rekompensuje tą niedogodność.
Wracając jeszcze do ceny. W pierwszej chwili można się lekko wystraszyć, ale podczas dni VIP można kosmetyk kupić z -20% rabatem. A jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę jego wydajność, stwierdzimy ,że jednak warto. Ja krem używam od początku września i jeszcze mam mniej niż połowę opakowania.
Jako osoba, która boryka się z przebarwieniami na twarzy nie mam ochoty ryzykować następnych zmian, a filtry apteczne mnie uczulają i powodują zapychanie. Dla mnie wybór jest prosty.

Eisenberg Creme De Jour SPF 50 spełnia swoje zadanie oraz obietnice producenta. Warto rozważyć zakup tego kosmetyku.
Moja ocena 5/5!!!

Skład: AQUA (WATER), DIISOPROPYL ADIPATE, C12-15 ALKYL BENZOATE, METHYLENE BIS-BENZOTRIAZOLYL TETRAMETHYLBUTYLPHENOL [no], OCTOCRYLENE, PHENETHYL BENZOATE, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, PHENYLBENZIMIDAZOLE SULFONIC ACID, POLYSILICONE-15, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, BIS-ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE, CETYL ALCOHOL, MICROCRYSTALLINE CELLULOSE, GLYCERIN, PHENOXYETHANOL, STEARETH-21, DECYL GLUCOSIDE, SODIUM HYDROXIDE, XANTHAN GUM, CELLULOSE GUM, ETHYLHEXYLGLYCERIN, CARBOMER, TOCOPHERYL ACETATE, DISODIUM EDTA, SACCHARIDE ISOMERATE, LIMONENE, CITRIC ACID, PROPYLENE GLYCOL, CITRUS AURANTIUM DULCIS (ORANGE) PEEL OIL, CITRUS LIMON (LEMON) PEEL OIL, PENTADECALACTONE, PEG-8, ALPHA-ARBUTIN, ASCORBYL GLUCOSIDE, FAGUS SYLVATICA BUD EXTRACT, TOCOPHEROL, CITRAL, BACILLUS FERMENT, BELLIS PERENNIS (DAISY) FLOWER EXTRACT, SODIUM CITRATE, ASCORBYL PALMITATE, BENZYL ALCOHOL, POTASSIUM SORBATE, ASCORBIC ACID, LACTOSE, LACTIS PROTEINUM (WHEY PROTEIN), BENZOIC ACID, LACTIC ACID.




29 grudnia 2014

Oriflame Maseczka dotleniająco – nawilżająca Oxygen Boost

Po niedawnej kuracji przeciwtrądzikowej moja skóra , a zwłaszcza jej nawilżenie mocno ucierpiało. Postanowiłam poszukać produktów, które pomogę nawodnić cerę i pomóc jej się zregenerować.
I wtedy wpadła mi w oko maseczka marki Oriflame.


Według producenta: dzięki dotlenieniu i nawilżeniu maska na przyspieszyć usuwanie toksyn, rewitalizować, poprawić oddychanie na poziomie komórkowym skórze zanieczyszczonej i narażonej na stres. Nadaje się dla każdego rodzaju cery.
Maseczka jest zapakowana w tubę, z której wyciskamy i dozujemy sobie jej ilość. Zamknięcie jest bardzo solidne i nie ma obaw , że podczas np. wyjazdu kosmetyk rozleje się w bagażu.


Maseczka jest w formie białego, gęstego lotionu o delikatnym kremowym zapachu.


Stosuje się ją w zależności od potrzeb skóry. Trzeba nałożyć obficie na oczyszczoną twarz, omijając okolice oczu i po 10 minutach zetrzeć nadmiar wacikiem kosmetycznym.
Ja nakładam ją czasami na dekolt, szyję i trzymam czasami nawet do pół godziny. Znacznie poprawiła stan mojej cery, ale to jeszcze za mało.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Butylene Glycol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Peg-100 Stearate, Polyacrylate-13, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol,Tocopheryl Acetate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Polyisobutene,Parfum, Methylparaben, Xanthan Gum, Polysorbate 20, Sorbitan Isostearate,Propylparaben, Ethylparaben, Laminaria Digitata, Silica, Sodium Pca, Urea, Trehalose,Polyquaternium-51, Sodium Hyaluronate, Chlorphenesin, Ci 42090, Ci 17200

Maska ma pojemność 75 ml, nie podaję ceny, bo warto polować na promocje niż kupować ją w cenie katalogowej.

Jak dla mnie fajny nawilżacz, choć nie idealny. Szukam dalej.
Dostaje 3,5 /5

Macie może jakieś sprawdzone, ulubione produkty silnie nawilżające cerę?

26 grudnia 2014

Cichy bohater - Czarodziejka w proszku Mika M-Sphere

Kolejną gwiazdą cyklu „cichy bohater” jest niepozorny proszek, który zakupiłam sobie w sklepie e-naturalne.

Mika M-Sphere to lekka, transparentna biało-szara mika z dodatkiem krzemionki dająca efekt gładkiej powierzchni. Używana w kosmetyce kolorowej m.in. do pudrów i podkładów. Stosowana w pudrach wyrównuje koloryt skóry oraz pomaga ukryć jej niedoskonałości, nie tworząc efektu tzw. maski.
Optycznie zmniejsza drobne zmarszczki oraz posiada wysoką absorpcję sebum, dlatego polecana jest do tworzenia podkładów i pudrów przeznaczonych głównie dla cery tłustej i mieszanej. Nadaje skórze satynowe wykończenie makijażu, rozświetla ją i wygładza. Pomocna przy tworzeniu pudrów dla ciemniejszych karnacji.
Mika jest bardzo lekka.


INCI: Mica, Silica (Silicon dioxide)
Zastosowanie w kosmetyce kolorowej: cienie do powiek, pudry, róże, podkłady w wersji sypkiej. Dla wyrównania kolorytu skóry.
Zalecane stężenie: Od 0,01% do około 10% - może stanowić samodzielna bazę. (Opis pochodzi ze strony e-naturalne.pl)

Dziewczyny, które mnie znają wiedzą o moich problemach z cerą, podkładami i pudrami do twarzy. Nawet puder fiksujący marki Kryolan jakoś niespecjalnie się u mnie spisywał.
Bliska rozpaczy przypomniałam sobie poradę kolegi – wizażysty udzieloną kilka lat temu. A mianowicie chodziło o to, żeby dodać odrobinę krzemionki do używanego pudru, żeby wzmocnić jego właściwości. Moje poszukiwania zakończyłam w sklepie e-naturalne, ponieważ z niego najczęściej kupuję półprodukty do maseczek. Opakowanie ma pojemność 2 g i kosztuje całe 3,60 zł. Pomyślałam sobie, że praktycznie nic nie tracę, a mam możliwość wypróbowania czy ten dodatek pomoże.
Wyobraźcie sobie moje zdziwienie jak okazało się , że używany przeze mnie dotychczas puder Ben Nye nabrał takiej mocy, że przy mojej przetłuszczającej się cerze wystarczyło tylko odcisnąć delikatnie sebum w chusteczkę higieniczną raz dziennie, a cały makijaż bez problemu wytrzymywał cały dzień. Mikę mam również przetestowaną na końcówce pudru Estee Lauder Lucidity – z podobnym skutkiem.
Dodatkowo rysy twarzy są wygładzone i subtelnie rozświetlone. Efekt przekraczający najśmielsze oczekiwania. Jeśli chodzi o dokładne proporcje to przyznaję szczerze, że kieruję się zdrowym rozsądkiem i miarą „na oko” :-P A dokładniej w zależności od ilości produktu bazowego, podzieliłam zakupioną saszetkę na około 4 porcje i w takich ilościach dodaję do pudrów.
Z tego miejsca poczęstuje Was małą radą, szukajcie lepszego rozwiązania, bo czasem tak niewiele trzeba ,żeby produkt , który nas zawodził zyskał nowe życie.

Mika dostaje dzisiaj 5/5!



24 grudnia 2014

Życzenia Świąteczne



Kochani zdrowych, spokojnych i pięknych Świat Wam życzę
rodzinnych, pełnych miłości i pięknych prezentów pod choinką.
Niech Nowy Rok przyniesie Wam wiele pozytywnych niespodzianek, żeby otaczali Was tylko pozytywni ludzie, którzy będą Was dopingować w spełnianiu własnych marzeń.

Pozdrawiam
Aga

23 grudnia 2014

Organique Olej arganowy

Swojego czasu triumfy święcił olej arganowy, który był reklamowany jako magiczny produkt dobry do pielęgnacji cery, ciała i włosów.
Bohaterem dzisiejszego posta jest więc olej arganowy marki Organique.


Organiczny olej z Ecocert wytwarzany w fabryce Marogani (Maroko) w sercu lasu drzew arganowych. Tłoczony na zimno, pozbawiony konserwantów zwany również „złotem Maroka” ze względu na swoje działanie jest najbardziej cenionym olejem na świecie. Zawiera bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin E i F, kwasu linolowego i fitosteroli, co czyni go skutecznym kosmetykiem do pielęgnacji każdego rodzaju cery. Polecany szczególnie dla wymagającej i wrażliwej skóry jak również włosów i paznokci. Olej głęboko odżywia, nawilża i zmiękcza, chroni przed procesami starzenia, poprawia elastyczność, przez co również zapobiega powstawaniu rozstępów.
Sposób użycia:
- skóra – po kąpieli niewielką ilość olejku wmasować, najlepiej w wilgotną jeszcze skórę,
- włosy – wetrzeć w suche włosy (można zabezpieczyć kompresem) po godzinie zmyć delikatnym szamponem. Można stosować również jak serum na zniszczone końcówki,
- paznokcie – wcierać w skórki i płytkę paznokcia, lub moczyć w ciepłym olejku połączonym z sokiem cytryny.

Skład: argania spinosa kernel oil
Produkt zawiera 50 ml oleju i kosztuje w sklepie firmowym 65 zł

Kupiłam zachęcona pozytywnymi recenzjami na Youtube.
Niestety produkt się u mnie nie sprawdził. Zbyt bogata, olejowa :-P konsystencja sprawiała, że posmarowany na ciało siedział na wierzchu grubą, tłustą warstwą. To samo działo się na twarzy. Nie wchłaniała się nawet najmniejsza ilość, wymieszana z kwasem hialuronowym.
Na włosy nawet nie próbowałam go stosować, bo etap olejowania mam już za sobą :-)


Pomyślałam sobie o wyrzuconych w błoto pieniążkach, ale jak to ja, musiałam mu znaleźć coś do roboty, bo taki kosmetyk nie może sobie siedzieć bezczynnie i marnować się.
Zaczęłam go dodawać jako składnik do maseczek z glinek, które mają świetne właściwości pielęgnacyjne ,ale za bardzo wysuszają moją cerę.
Dzięki dodatkowi olejku to przesuszenie już nie występuje w tak ogromnym stopniu , a maska nałożona na twarz nie zasycha na kamień i łatwo ją później zmyć.

Cieszę się ,że mogliśmy się poznać, ale wielkiej miłości z tego nie będzie.
Nie daję mu oceny, bo produkt nie był zły, po prostu nie pasował do mojej cery.

20 grudnia 2014

Yankee Candle Christmas Memories

Zapachy towarzyszą mi od zawsze. Uwielbiam jak moje otoczenie pachnie dlatego też tak bardzo pokochałam markę Yankee Candle. Przetestowałam już wiele zapachów. Jedne podobały mi się bardziej inne mniej, ale są też zapachy , które zrobiły na mnie ogromne wrażenie i do takich należy właśnie Christmas Memories.



Zapach, ten przypomina nam ,że najlepiej jest spędzać święta w domu. I nie ma żadnego innego miejsca bardziej zapraszającego do środka dom niż ulubione miejsce wszystkich...........kuchnia. Z serca, której rozpościerają się aromaty przypraw korzennych i słodyczy.


Jako główne nuty zapachowe da się wyczuć: aromat piernika, szczyptę cynamonu, wanilię z odrobinką anyżu, jest coś jeszcze czego przez jakiś czasu nie mogłam zidentyfikować. A mianowicie prażone orzechy laskowe. Czysty świąteczny obłęd w postaci samego zapachu.


Mój sampler ma olbrzymią moc. Nie da się palić go dłużej jak 15-20 minut. Skoncentrowanie zapachu w pomieszczeniu jest zbyt silne. Aromat utrzymuje się bardzo długo i co jest jeszcze bardzo ważne nie jest to zapach migrenogenny.

Christmas Memories możemy zakupić w postaci wosku, samplera czy standardowych słoików (mały, średni, duży).

Zapach jest fantastyczny i na tyle realistyczny ,że domownicy po raz kolejny dopytywali czy to piernik się na święta piecze.
2:0 dla mnie .....hmmmm dla Yankee Candle :-)

A czym u Was pachnie na święta?







18 grudnia 2014

Regenerum serum pielęgnacyjne do ust

Ta niepozorna pomadka pielęgnacyjna to mój kolejny cichy bohater. Tani i bardzo dobry kosmetyk.
Znam wiele osób, które mają problem z pierzchnięciem ust zwłaszcza teraz kiedy jesteśmy dodatkowo narażeni na wiatr i mróz.
Doskonałym rozwiązaniem pielęgnacyjnym dla delikatnej skóry ust będzie Regenerum regeneracyjne serum do ust.


Serum to nie tylko odżywia i regeneruje, ale również nawilża i chroni przed utratą wilgoci skórę bardzo suchą, podrażnioną, popękaną przynosząc jej ulgę i ukojenie.


Składniki produktu takie jak:
  • olej z rokitnika – dzięki właściwościom odżywczym oraz bogactwu w nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy i polifenele roślin – skutecznie regeneruje spierzchniętą i popękaną skórę ust przywracając jej gładkość i miękkość,
  • masło shea i prowitamina B5 – nawilża, odżywia i pielęgnuje skórę,
  • witamina A+E – jest odpowiedzialna za wzmocnienie warstwy ochronnej skóry, zapobiegając utracie wody i ponownemu przesuszeniu,
  • ekstrakty z mango i awokado – pobudzają syntezę kolagenu w naskórku i sprawiają, że usta stają się jędrne i elastyczne.
Ponadto serum dzięki zawartości filtra SPF 15 zapewnia ustom długotrwałą ochronę przed słońcem i szkodliwym działaniem innych czynników zewnętrznych jak mróz czy wiatr.
Ja bardzo lubię używać je na noc. Następnego dnia usta są miękkie, elastyczne i jedwabiście gładkie. Ponieważ Regenerum nie ma tak tłustej konsystencji jak inne pomadki ochronne bardzo dobrze sprawdza się również jako baza wygładzająca pod szminkę.

Bardzo się cieszę, że niechcący trafiłam na promocję w pewnej drogerii sieciowej i je zakupiłam. Kosztowało około 12 zł. Na chwilę obecną nie szukam zamiennika, bo mam już swój ideał.

Produkt dostaje 5/5

Bardzo Wam polecam ta pomadkę, zwłaszcza teraz zimą kiedy naszym ustom przyda się dodatkowa ochrona.

P.S. Na początku użytkowania pomadka nie chciała się aplikować na usta, podejrzewam ,że miała jakąś warstwę ochronną na wierzchu, która po kilku razach się wytarła i już nie było żadnych problemów. 

 

16 grudnia 2014

MAC In Extreme Dimension Lash


Witajcie! Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam mój kolejny HIT, który zasługuje na śpiewanie pieśni pochwalnych.




Według producenta: Tusz do rzęs,który przekracza wszelkie granice czerni. Maskara zwiększa objętość, wydłuża , a przy tym pozostawia rzęsy miękkie i elastyczne. Mega szczoteczka przeniesie więcej tuszu jednocześnie rozdzielając, unosząc i definiując rzęsy. Produkt trwały, nie kruszy się i nie rozmazuje. Formuła lekkiego musu pokrywa rzęsy od korzeni po same końce




Cóż mogę powiedzieć....miło jest spotkać produkt, który w 100% spełnia obietnice producenta.

Od jakiegoś już czasu jestem zauroczona tuszami marki Mac. Używałam kilku fantastycznych produktów, które stopniowo postaram się Wam opisać. Wracając do bohatera dzisiejszego posta to powiem tylko , że rzęsy aka ”firanki” mamy wywinięte do nieba, efekt ten bardzo długo się utrzymuje. Tusz nie rozmazuje się ,ani nie schodzi pod oczy nawet w czasie największych upałów. Jestem niesamowicie nim zaskoczona. Miałam możliwość używać już wielu marek tych „lepszych” i tych drogeryjnych, ale nigdy nie byłam na tyle zadowolona z używanego produktu, żeby przy jednej marce pozostać.

Tusz posiada ciekawy kształt szczoteczki, który pozwala nam na modelowanie rzęs.



Zakończenie szczoteczki aka narzędzie tortur (nazywane tak w niektórych kręgach) pozwala idealnie pracować z rzęsami w zewnętrznych kącikach, w związku z czym możemy uzyskać efekt doklejonych kępek. Trzeba się nauczyć posługiwać tą szczoteczką, ponieważ zdarzyło mi się ukłuć w oko kilka razy :-P


A oto moc jaką to maleństwo dysponuje.




Skład: Water, Stearic Acid, Copernicia Cerifera (Carnuba) Wax, Polyisobutene, Polyvinyl Acetate, Glyceryl Stearate, Paraffin, Silica, Aminomethyl Propanediol, Isostearic Acid, Hydrogenated Olive Oil, Pantethine, Panthenol, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Cholesterol, Kaolin, PTFE, Nylon-6, Hydroxyethylcellulose, Sodium Polyacrylate, VP/Eicosene Copolymer, Simethicone, Caprylyl Glycol, Hexylene Glycol, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, (+ Mica, Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Aluminum Powder (CI 77000), Bismuth Oxychloride (CI 77163), Black 2 (CI 77266), Blue 1 (CI 42090), Blue 1 Lake (CI 42090), Bronze Powder (CI 77400), Carmine (CI 75470), Chromium Hydroxide Green (CI 77289), Chromium Oxide Greens (CI 77288), Ferric Ammonium Ferrocyanide (CI 77510), Ferric Ferrocyanide (CI 77510), Ultramarines (CI 77007), Yellow 5 (CI 19140), Yellow 5 Lake (CI 19140)

Produkt jest niesamowicie wydajny. Moja tuba starczyła na 7 miesięcy używania. 
Za 13!!! ml tuszu zapłacimy 98 zł Przeciętnie maskary mają po około 6 ml. Polecam z całego serca. Produkt godzien uwagi.



13 grudnia 2014

China Glaze Merry Berry


 Dziękuję Kasi z bloga The Land of Style że tak pomalutku, sukcesywnie zarażała mnie, może nie miłością, ale ogromną przyjaźnią do popularnych „Chinek”.
Kolejny z moich jesienno-zimowych ulubieńców. 
 

Kolor określiłabym jako kremową , ciemną, wiśniową czerwień. Na zdjęciach wyszedł odrobinę blado :-(
Wytrzymałość – ponieważ lakier bardzo dobrze trzyma się paznokci ostatni manicure z top coatem przetrwał 7 dni z odrostem i lekko startymi końcówkami. Standardowo nakładam dwie cienkie warstwy. Ale czasami ,przy krótkich paznokciach i jedna warstwa wspaniale pokrywa płytkę.
Ponieważ jest to kolor idealnie wyważony nie za ciepły i nie za zimny w tonacji będzie ładnie prezentował się na każdej karnacji.
Dzięki połączeniu żywic i polimerów w formule lakieru nie ma problemów z odpryskiwaniem i jego trwałością. Kolory są głębokie, nasycone z dużym połyskiem.


Jedyna rzecz, której w nim nie lubię to cieniuteńki pędzelek, którym dosyć trudno (jak dla mnie) się maluje. Na zdjęciu macie porównanie z pędzelkiem Essie. Jest różnica???!!!




Skład: Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Nitrocellulose, Propyl Acetate, Tosylamide/Formaldehyde Resin, Isopropyl Alcohol, Trimethyl Pentanyl Diisobutyrate, Triphenyl Phosphate, Ethyl Tosylamide, Camphor, Stearalkonium Bentonite, Diacetone Alcohol, Stearalkonium Hectorite, Benzophenone- 1, Citric Acid , Dimethicone, Kaolin, Red 6 (CI 15850), Red 7 (CI 15850), Titanium Dioxide (CI 77891), Ferric Ammonium Ferrocyanide (CI 77510), Titanium Dioxide (CI 77891), Yellow 5 (CI 19140), Alcohol Denat., Adipic Acid, Neopentyl Glycol, Trimellitic Anhydride Copolymer, Acrylates Copolymer, SIlica

Lakier ma pojemność 14 ml i kosztował około 16 zł.
Za pędzelek daję mu 4/5.
 




10 grudnia 2014

Bobbi Brown Lip Gloss Hot Pink

Witam! Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jednego z moich makijażowych ulubieńców do ust. Jest to błyszczyk marki Bobbi Brown w kolorze Hot Pink nr 16.


Dzięki zawartość ekstraktów roślinnych między innymi olejków z awokado, jojoba i rumianku, ekstraktu z aloesu, pielęgnuje usta były miękkie i jędrne. Dodatkowo delikatnie pachnie wanilią.
Błyszczyk sprawia, że usta wyglądają na bardziej pełne, a cała twarz nabiera świeżego blasku.


Daj ustom niesamowity połyk i świetnie sprawdza się nałożony zarówno na gołe usta jak i na pomadkę. Ponadto zaaplikowany oddaje swój prawdziwy kolor. Często zdarza się , że błyszczyki robią się na ustach bardziej transparentne. Ten się tak nie zachowuje.


Dzięki zbitemu włochatemu aplikatorowi nakłada się na usta równą warstwą. Błyszczyk ma dosyć kleistą konsystencje. Trzyma się na ustach bardzo długo!!! co również sprawia, że produkt ten jest niesamowicie wydajny. Czasu mu co prawda nie mierzyłam :-) ale utrzymuje się na ustach zdecydowanie dłużej w porównaniu od swoich koleżanek z Lancome czy Estee Lauder.
Polecam zajrzeć na stoisko marki Bobbi Brown , ponieważ kolorów jest mnóstwo także każdy znajdzie coś dla siebie

Dla zainteresowanych skład: 
Polybutene, Caprylic/capric Triglyceride, Simmondsia Chinensin (Jojoba) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Lanolin Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Glycine Soja (Soybean) Oil, Bisabolol, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Zea Mays (Corn) Oil, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Fragrance (Parfum), Benzyl Benzoate, Phenoxyethanol, [+/- Mica, Red 7 Lace (CI15850), Yellow 6 Lake (CI15985), Iron Oxides (CI 77491, CI77492, CI 77499), Yellow 5 Lake (CI 19140), Carmine (CI 75470), Red 33 Lake (CI17200), Red 6 (CI 15850), Titanium Dioxide (CI 77891), Red 28 Lake (CI45410), Yellow 5 (CI 19140), Blue 1 Lake (CI 42090)] .
 
Produkt kupimy na stoiskach firmowych marki w Perfumeriach Douglas. Jego pojemność to 7 ml i kosztuje 110 zł.

Ocena końcowa 5/5 – wybaczam mu nawet to, że jest klejuchem :-P

7 grudnia 2014

Większe i mniejsze radości

Witam wszystkich serdecznie!
Jako że poczułam świątecznego blues-a, chciałabym przedstawić Wam kilka rzeczy z minionego tygodnia, które przyczyniły się do poprawy mojego humoru. Niestety Instagramu się jeszcze nie dorobiłam tak więc wszystko zamieszczam na blogu :-)
Miłego oglądania.

Pierwszą radością była niesamowicie smaczna pizza w przemiłym towarzystwie



Wszystkim mieszkańcom Kielc i okolic polecam z całego serca Lawendę w centrum. Jedzonko przygotowywane jest ze świeżych, najwyższej jakości składników.

http://pizzalawenda.pl/

Dodam jeszcze ,że pizza jak i inne posiłki przygotowywana jest w piecu – specjalnie w tym celu wybudowanym.


Kolejną moją radością był Mikołaj! Ponieważ byłam bardzo grzeczna , nie obyło się bez prezentów.


Nostalgia i wspomnienie z dzieciństwa – widok na Bazylikę Katedralną w Kielcach


I kilka fotek ozdób świątecznych, które pojawiły się w moim mieście.


Uwielbiam ten przedświąteczny czas. Pomimo braku śniegu czuję nastrój nadchodzących świąt.

A co Was ostatnio zachwyciło?

Pozdrawiam
Aga :-)

5 grudnia 2014

Spotkanie z marką Arkana

Miałam ogromną przyjemność brać udział w dniu otwartym marki Arkana zorganizowanym przez salon kosmetyczny La Madame w Kielcach.



Marka Arkana jest to nasza rodzima firma, która swoje korzenie ma we Wrocławiu. Jest to polska, nowoczesna marka kosmetyków profesjonalnych. Podąża za najnowszymi trendami biochemiczno-fizjologicznymi w kosmetologii, których celem jest autentyczna odnowa skóry.



2 grudnia 2014

Anastasia Beverly Hills Tamanna Palette

Witajcie :-) Chciałam Wam dzisiaj pokazać jeden chyba z najlepszych nabytków tego roku. Jest to paleta cieni amerykańskiej marki Anastasia Beverly Hills, która powstała ze współpracy z artystką makijażu Tamanną Roashan. Ta pani słynie ze swoich niesamowitych, orientalnych makijaży ślubnych. Przez jakiś czas prowadziła na Youtube kanał pod nazwą DressYourFace, a obecnie (używając tej samej nazwy) jeździ po świecie z cyklem seminariów mających na celu uczyć wykonywania makijażu oraz motywować ludzi do spełniania swoich marzeń.


Paleta to kartonowe opakowanie, z dużym lusterkiem w środku opakowania. Zamyka się na magnes.

W środku znajduje się paleta z 10-cioma cieniami i dwustronnym pędzelkiem.



Wpływ hindusko-afgańskich korzeni autorki palety można zauważyć nie tylko w ornamencie opakowania palety oraz doborze kolorystycznym określonym jako Tamanna „Must Have”, aby można było odtworzyć jej najbardziej poszukiwane/popularne makijaże na każdej tonacji cery. Połączenie ciepłych i zimnych tonów pozwala stworzyć klasyczny smoky eye ale również dzienny prosty makijaż z pojedynczym kolorem na całej powiece. Specjalna formuła napigmentowania cieni, pozwala pracować zarówno z neutralnymi matami czy też błyszczącymi odcieniami „klejnotów” ( shimmering jewel tones – oryginalne określenie producenta) bez specjalnego problemu z budowaniem koloru na powiece podczas aplikacji.


Jeśli chodzi o pigmentację cieni...to po prostu brak mi słów! Wystarczy leciutko dotknąć! pędzelkiem któregokolwiek wkładu, żeby mieć już wystarczającą ilość produktu do makijażu. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałam. A miałam możliwość testowania dużej ilości kosmetyków kolorowych. Niesamowicie kremowa konsystencja, napakowana pigmentem do maksimum!!!
Paleta zawiera pomieszane ze sobą maty i odcienie typu shimmer.
Kolorystyka typowo jesienno -zimowa.


Kolory – górny rząd od lewej strony:
  • Fresh – jasny, matowy ,lekko brzoskwiniowy,
  • Blush – jasny iskrzący brzoskwiniowy shimmer,
  • Venezia – jasny, metaliczny turkus (niebieski z zielonkawą opalizacją),
  • Gilded – stare złoto o wykończeniu shimmer,
  • Custom – taupe z purpurowymi tonami, wykończenie satynowe,
Kolory – dolny rząd od lewej strony:
  • Sangria – satynowy burgund,
  • Bengal -- velwetowy lekko satynowy karmel,
  • Chocolate – ciemny ,czekoladowy, matowy brąz,
  • China Rose – koralowy róż ze złotym shimmerem ,wykończenie Duo Chrome,
  • Noir – najczarniejsza :-) matowa czerń jaką kiedykolwiek na oczy widziałam!!!
W zestawie znajduje się również dwustronny pędzelek do wykonywania makijażu. Z jednaj strony ma plaski języczkowy kształt, a z drugiej jest zakończony trochę większą kulką. Jest całkiem w porządku, ale znam lepsze pędzle :-)
Idealnym pomysłem są dołączone „face chart-y”, które mogę posłużyć nam za ściągawkę w jaki sposób wykonać dany makijaż. I wykorzystać wszystkie kolory, które znajdują się w palecie.



Podsumowując:
Ja jestem absolutnie na TAK. Zakochałam się w tej palecie i na pewno wypróbuję jeszcze dodatkowe pojedyncze cienie, które pojawiły się ostatnio w sprzedaży na stronie anastasiabeverlyhills.com

A oto możliwości tych cieni, w wersji bardziej dziennej.




Mam nadzieję, że wszystko napisałam jeśli ktoś ma jakieś pytania, proszę śmiało zadać je w komentarzach.